RSS

Specjalność zakładu: Przeciek z egzaminu.

23 Kwi

Niech nam na wieki żyje KEN i Ministerstwo Edukacji. Kolejny sezon wiosenno-letni przynosi nam kolejne egzaminy: po podstawówce, po gimnazjum i po liceum (te ostatnie znane wszem i wobec pod mrożącą krew w żyłach nazwą MATURA).
Oczywiście, jakżeby mogło być inaczej, tak i w sezonie 2009 prawie na „dzień dobry” mamy już kłopot. A kłopot ten niezmiennie ma na imię Przeciek.

Tym razem blady strach padł na prawie-absolwentów trzyletnich męczarni w gimnazjach. Oto bowiem testy egzaminacyjne trafiły przed tymże egzaminem (dokładnie przed częścią humanistyczną) do Internetu. Dokładnie to na „amerykański serwer”.
A jak to się stało, iż one tam trafiły. Początek łańcuszka to dyrektor szkoły na warszawskim Mokotowie, który otworzył paczkę z testami (nie wolno mu było tego zrobić), wyciągnął jeden egzemplarz i zerwał z niego pieczęci a następnie… kazał go skserować sprzątaczce. Potem kserokopia testu trafiła do kuzyna woźnej, 18-latka z warszawskiej Pragi. I to właśnie on – mówiąc kolokwialnie – „wrzucił go” do Internetu w przededniu egzaminu.
No i się posypało… Na popularnych stronach-forach pojawiły się zarówno głosy poparcia dla 18-latka, jak i również głosy krytyki, a nawet i groźby i życzenia „Miłego pobytu w więzieniu”.
Żadnemu z tych głosów nie ma się co dziwić. Trudno jednoznacznie stwierdzić ile osób i z których szkół miało dostęp do tej „ściągi”. Bo być może właśnie ten przeciek uratował niektórym z nich „cztery litery” i zamiast trafić do jakiegoś rejonowego liceum będą mieli te kilkanaście punktów więcej i trafią przez to do lepszego „ogólniaka”.
I tu z kolei pojawia się problem, gdyż licea nie są z gumy i nie da się ich rozciągnąć w taki sposób, by dostały się do niego także osoby, które uczciwie przyłożyły się do nauki przed egzaminem i pod wpływem ogromnego stresu (Bo nie wiedzą jeszcze, co to znaczy zdawać maturę ;P ) napisały test minimalnie gorzej od oszustów. Bo o ile jeszcze można liczyć na to, że część uczniów, którzy skorzystali z pomocnej „ściągi” wykorzysta to, że trafiła do lepszego liceum i wyrośnie nam na kwiat polskiego ruchu uczelnianego, to na 100 procent pojawi się garstka (większa lub mniejsza), która „oleje” przykładanie się do nauki w lepszym LO, albo to LO ich po prostu przerośnie.
A co do tych, którzy życzą owemu 18-latkowi oglądania świata zza więziennych krat mają pełne poparcie w przepisach polskiego prawa. Nie będę zanudzał nikogo paragrafami, artykułami i kodeksami, ale idąc za maksymą „dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie”, znajdzie się odpowiedni zapis i odpowiednia kara.
Tylko kogo tak na prawdę należy za to ukarać? Kto powinien ponieść konsekwencje? Czy tylko 18-letni „kamikadze”? Moja odpowiedź brzmi NIE.
Bo ukarać należy zarówno tego człowieka, jak i dyrektora szkoły, w której doszło do złamania prawa (a przy okazji pieczęci na arkuszach egzaminacyjnych). Konsekwencje powinna ponieść również pani Minister Edukacji K. Hall. Czemu? Ano dlatego, iż nie jest to pierwsza tego typu wpadka za czasów włodarzenia pani Minister ds. nauki na szczeblu gimnazjalnym. Żeby nie szukać daleko, to w zeszłym roku ja sam drżałem o wyniki i o to, czy egzaminy nie zostaną anulowane. Konkretnie chodziło mi o zdawaną przeze mnie maturę. Wtedy poszło o „Lalkę” i sen Izy Łęckiej, która tak na prawdę wówczas nie spała… Całe szczęście, że cicho sza było na temat poziomu rozszerzonego, który odważyłem się zdawać (i, przy ogromnym stresie – ale z czystym sumieniem, zdałem). A to tylko przykład tego, że nie jest to pierwsza wpadka resortu pani Minister Hall.
Nie mówię tu od razu o zmianach w na fotelu w pokoju z tabliczką „Minister Edukacji” na drewnopodobnych drzwiach wejściowych. Ale gruntowne wietrzenie w pozostałych pokojach by się przydało. Fakt, faktem – mało mnie obecnie interesuje to, kto jest Ministrem Edukacji, gdyż od 1 października bardziej interesują mnie poczynania Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego (a przyznam, że do niedawna to, kto jest Ministrem NiSW także było dla mnie czarną magią. Dziś już wiem, że jest to pani prof. Kudrycka). I na razie nie spotkałem się z doniesieniami o jakimś blamażu resortu szkolnictwa wyższego. I chyba dobrze.
A łącząc się z tymi, którzy w napięciu czekają na to, czy ich nauka do egzaminu gimnazjalnego nie pójdzie na marne przez tych, którzy wybrali drogę „na skróty”, pragnę im napisać tylko jedno: Gimnazjalny to i tak pikuś przy MATURZE. Do matury trzeba się tak samo uczyć w dobrym liceum, jak i w tym teoretycznie gorszym. Bo pamiętać należy, że to właśnie uczniowie liceów stwarzają jego renomę i miejsce w rankingach. A czasem nawet jest tak, że lepiej trafić do teoretycznie mniej popularnego i znanego ogólniaka niż do, np. warszawskiego Staszica. Wiem to po sobie. Moje kochane JM XXII (kto mnie zna, ten rozszyfruje skrót) nie jest tak popularne jak „Sraszic” (nazwa zasłyszana, będąca złośliwym i specjalnym przekręceniem patrona LO im. S. Staszica), ale mnie przygotowało do matury tak, jak sam chciałem – czyli dobrze.

Advertisements
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 23 kwietnia 2009 w Inne

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: