RSS

Pokaż im jak się zabić, a oni ci jeszcze będą bili za to brawo.

26 Kwi

Powoli kończy się kolejny ciepły weekend w tym roku. W Warszawie skumulowało się w tym tygodniu parę ciekawych „eventów”. To znaczy… Ciekawych jak ciekawych. Dla jednego ciekawe są wydarzenia stricte kulturalne, takie jak premiera w teatrze czy operze lub występ grupy Feel, dla innych zaś mecz w VI lidze piłki nożnej.
Tak się jednak złożyło, że byłem mimowolnym świadkiem czegoś co nosi od kilku lat, roboczą jak dla mnie, nazwę „Ogólnopolskie Otwarcie Sezonu Motocyklowego”. Standardowo przed zwrotem OOSM stoi jeszcze liczba, oznaczająca który raz ta tragedia się odbędzie. Jednak dla mnie nie ma to znaczenia, czy to piąty czy pięćdziesiąty już raz.
A czemu użyłem słowa „tragedia”? O tym za chwilę.
24 kwietnia tereny WORD-u na warszawskim Bemowie, szumnie zwane przez organizatorów i szeroko pojętych uczestników terenem Lotniska Bemowo, zaczęły zmieniać się w miasteczko piknikowe. Tereny Lotniska Babice (a nie Bemowo) to były, a od jakiegoś czasu są to nieruchomości WORD-u. Ale mniejsza o to jak ten teren się nazywa. Nazwa jest w tym wypadku chyba tylko w celach naprowadzenia wszystkich chętnych do zobaczenia OOSM na właściwe miejsce.
Jako, że nie pierwszy raz mam wątpliwą przyjemność bycia świadkiem OOSM wiedziałem, jak mniej więcej będzie wyglądał dzień następny, sobota. Nie myliłem się ani trochę. Obudził mnie ryk, wydobywający się z jakiegoś motocykla, którego właściciel zaczął go testować na publicznej drodze. Przejechał dwa razy i gdzieś się przeniósł. Więc nie było źle.
Potem zaczął się ruch w okolicach na szybkości organizowanego polowego parkingu dla samochodów, którymi mieli przyjechać widzowie OOSM. I to jest właśnie pierwszy składnik tego, co określiłem na wstępie „tragedią”. Parę niedbale przewiązanych biało-czerwonych taśm i duża niebieska płachta z białymi literkami, składającymi się w napis PARKING SAMOCHODOWY. I tyle. A dalej przesłanie dla kierowców, którzy parkowali na tym parkingu brzmiało chyba wg. organizatorów: wolna amerykanka i „róbta co chceta”. Całe szczęście, że z roku na rok na OOSM na Bemowie przyjeżdża coraz mniej samochodów, to i nie było takiego problemu z ustawieniem samochodów na nim.
Do organizacji jeszcze wrócę. Teraz o samym OOSM. W programie OOSM były takie pozycje jak: Wiosenna Wystawa Motocykli, pokazy z udzielania pierwszej pomocy i akcja honorowego krwiodawstwa. Pierwsza atrakcja, czyli wystawa jednośladów… I dobrze, że coś takiego było. Człowiek przychodzi, popatrzy (nie tylko na same tandetne Kawasaki, Hondy, Yamahy czy piękne Harley-Davidsony, ale także na panie, które towarzyszyły tym maszynom 🙂 ), stwierdzi, że szkoda, iż go na taki nie stać i pójdzie dalej. Ewentualnie zrobi jeszcze parę zdjęć… tak na pamiątkę. OK. O to właśnie powinno chodzić.
Ale dwie pozostałe atrakcje – zbiórka krwi i pokazy PP. Dlaczego gdy o tym słyszę i czytam, to pierwsze co mi przychodzi na myśl, to rozbity w drobny mak motocykl wyprodukowany przez Yamahę, Suzuki, Kawasaki (nie jest to ani kryptoreklama, ani próba wskazania na najczęściej uczestniczące w takich zdarzeniach lub najbardziej zawodnych markach motorów) a obok ekipy pogotowia ratunkowego, które w: lepszym wypadku – zabierają właśnie rannego kierowcę ścigacza do szpitala; w gorszym przypadku – podające policji datę zgonu kierowcy. Taka jest dla mnie szara rzeczywistość. Nie przypominam sobie tygodnia, w którym nie usłyszałbym o wypadku na mazowieckich drogach, w których sprawcą był właśnie motocyklista.
Chociaż… z drugiej strony to nie zawsze motocyklista jest winien, że wjedzie w niego jakiś pijany kierowca samochodu. I tym sobie próbuję tłumaczyć akcję pt. Krwinka i PP.
I jeszcze jeden rodzaj atrakcji: pokaz jazdy ekstremalnej i popularne „palenie gumy”. To jest dla mnie pomyłka. Owszem, teren ładnie przygotowany do takich pokazów, ale. Jest jedno duże ALE… to jest teren WYŁĄCZONY z ruchu miejskiego. I tego zdają się nie zauważać niektórzy z tych, co oglądają tego typu pokazy. Wychodzą potem na ruchliwe ulice i starają się naśladować doświadczonych kierowców, którzy zasiadają za sterami motorów na takich pokazach. I starają się udowodnić, że także dobrze potrafią jeździć. Dobrze, jeżeli takie próby skończą się tylko na chwili nerwów. Gorzej, jeżeli podczas takiej próby motor wymknie się spod kontroli i przywali z całym impetem w samochód czy w Bogu ducha winnego pieszego. Śmierć na miejscu. Może nie będzie to miłe, ale uważam, że pół biedy, jeżeli coś się stanie temu, który uważał, że jest alfą i omegą na swojej maszynie. W końcu nie bez kozery takich ludzi nazywa się „dawcami nerek” tudzież „dawcami narządów”.
Wracam jeszcze na chwilę do podstaw do użycia zwrotu „tragedia”. Corocznie punktem kulminacyjnym OOSM jest przejazd kawalkady motocykli przez Warszawę ze startem na przylegającej do wyjazdu z WORD-u ulicy Piastów Śląskich. Nie chcę się pomylić w ilości pojazdów, które w tym roku uczestniczyły w tym przejeździe, więc niech liczba ta będzie matematycznym „x”. No więc. Dochodzi godzina 15., czyli ta, o której rusza przejazd. Motory pojawiają się najpierw na dwóch pasach (ul. Piastów Śląskich na większej swojej długości jest czteropasmowa (2 pasy w kierunku granic miasta i dwa pasy w kierunku CH Carrefour)) tuż przed skrzyżowaniem z ul. Powstańców Śląskich. Następne, stopniowo, muszą przejechać kawałek w stronę granic miasta, by potem nawrócić i ustawić się na wolnym kawałku jezdni. Całe to przygotowanie i wyjazd zajmuje około pół godziny. Jest to pół godziny, w czasie których ul. Piastów Śląskich jest całkowicie sparaliżowana. Zawdzięczać to należy m.in. policji, która nie nauczyła się radzić sobie z organizacją ruchu w czasie imprezy takiego typu. Poza policją „gratulacje” należą się organizatorom, którzy poprzez takie działanie łamią m.in. zapisy z obowiązującego prawa, zapisanego w Kodeksie Drogowym. Bowiem nagle wśród motorów pojawia się autobus komunikacji miejskiej (po ul. Piastów Śl. jeżdżą obecnie autobusy dwóch linii), w którym siedzą zdziwieni i zapewne źli pasażerowie. Dlaczego? Dlatego, że nie została zorganizowana alternatywna trasa na te 30-40-50 minut. Wydaje mi się, iż taka sytuacja ma miejsce, gdyż ZTM nie dowiedział się o dokładnych szczegółach imprezy i nie mógł dostosować i zmienić chwilowo tras. Nie wspominam tu już nawet o mieszkańcach okolicznych osiedli, którzy płacą podatki i mają prawo do korzystania z dróg w każdej chwili, w której potrzebują z niej skorzystać, a nie czekać na przejazd jakiś ludzi na kolorowych motorkach, którzy pewnie wrócą na te drogi dopiero za rok. I to jest dla mnie tragedia od strony organizacyjnej.
Chociaż z roku na rok jest coraz lepiej pod względem organizacji. Do perfekcji jednak trochę brakuje.

Pozdrawiam wszystkich uczestników OOSM, którzy wiedzą że motor to środek lokomocji a nie bolid wyścigowy, a ulica to nie tor wyścigów GP. Szerokiej drogi i pełnego baku.

Advertisements
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 26 kwietnia 2009 w Warszawa

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: