RSS

Archiwa miesięczne: Listopad 2009

Derby Mazowsza dla Warszawy

W piłce nożnej w wykonaniu reprezentacyjnej drużyny na ME czy MŚ mamy zazwyczaj trzy rodzaje spotkań: mecz otwarcia (względnie pierwszy mecz), mecz ostatniej szansy i mecz o honor. W tym sezonie podobnie wygląda sytuacja siatkarzy Neckermann AZS Politechniki Warszawskiej. Dwa dni temu bilans 6 ligowych spotkań brzmiał 0-6, co nie wyglądało zbyt ciekawie.
Z kwitkiem z własnych hal „Inżynierów” odprawili Jastrzębski Węgiel, Chemik Delecta Bydgoszcz i Siatkarz Pamapol Wieluń. Zaś we własnej hali Politechnika przegrała z ZAKSĄ i dwoma pozostałymi AZS-ami. Jedyny punkcik wywalczony przez „Akademików” to przegrany jakimś cudem mecz z Częstochową 2:3.
Siódmym przeciwnikiem w ligowych bojach był inny reprezentant PlusLigi z Mazowsza – Jadar Sport Radom, którego sytuacja w tabeli była niewiele lepsza od sytuacji Politechniki (AZS PW – 10 miejsce, Jadar – 9 miejsce). Zanosiło się więc na zacięty pojedynek i raczej na niskim poziomie. Dla obu teamów był to mecz nie o trzy, a o sześć punktów.

Samego przebiegu meczu nie będę opisywał, bo taki opis można znaleźć na stronie Neckermann AZS PW, Strefa Siatkówki czy innych.
Za to warto opisać atmosferę na trybunach, zwłaszcza w Twierdzy B1. Wydaje mi się, że w porównaniu z ostatnim meczem, na którym byłem – z AZS Częstochowa – było nas trochę więcej w białych koszulkach. Może taki stan rzeczy był spowodowany rangą przeciwnika. Wszak Radom to nie Czewa, co widać w tabeli i w wynikach. Na oko trudno mi określić ile osób tworzyło doping, ale było to maksymalnie 20 osób.

Odnośnie dwóch żółtych kartek dla graczy Politechniki, to sprawa kartki dla Neroja została ciekawie opisana na stronie Jadaru:

Przy stanie 19:21 błąd własny popełnili gospodarze, a w nerwowej sytuacji nie wytrzymał rozgrywający Politechniki, Bartłomiej Neroj, który zastał ukarany żółtą kartką, co dało Jadarowi kolejny punkt.

Nie wiem gdzie były osoby, które to pisały, ale na pewno nie na meczu w Arenie Ursynów. Przede wszystkim błąd popełnili siatkarze Jadaru i nie chcieli się do tego przyznać, a Neroja – fakt – troszkę to zdenerwowało, ale kartkę od duetu sędziowskiego Piotr Król-Henryk Darocha dostał za… nie usłyszenie gwizdka, którym sędzia chciał Bartka przywoływać do siebie w celu wyjaśnienia sytuacji.
Reporterzy z Radomia powrócili na mecz zapewne dopiero w III secie, bo tutaj opis sytuacji z kartką dla Wojtaszka

Przy stanie 8:9 Damian Wojtaszek został ukarany żółtą kartką i Jadar wyszedł na dwupunktowe prowadzenie.

jest już zgodny z prawdą. Z tym, że Wojtaszek zakwestionował – zgodnie z prawdą – złą decyzję sędziego, który przyznał punkt Radomiowi.

Na obie kartki trybuny zareagowały prawie natychmiast, szczególnie, że żółte kartoniki nie były pierwszymi BARDZO kontrowersyjnymi => błędnymi decyzjami pary sędziowskiej. Stąd też kibice pozwolili wyrazić swoje niezadowolenie gwizdami i buczeniem.

Do piątego seta większość dopingu wychodziło właśnie z B1 (plus z nieźle zorganizowanego sektora kibiców z Radomia). Ku radości Klubu Kibica w aktywny doping włączała się także grupka Neckermanna na sektorze C1, która poza gardłami dysponowała także bębnem (mniejszym co prawda niż dwa nasze, ale zawsze coś).
Dzięki za pomoc 🙂

A teraz krótka przerwa i wyjazd do Bełchatowa. W Brunatnej Stolicy przyjdzie nam obserwować mecz Politechniki ze Skrą Bełchatów.

Reklamy
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 28 listopada 2009 w AZS Politechnika

 

Od lotniska na Bemowie ręce przecz

Od paru lat jak mantra wraca w mediach, głównie stołecznych, problem lotniska na Bemowie. A dokładnie o tym, czy należy je zamknąć, czy nie. Ja uważam, że w żadnym wypadku nie należy tego lotniska zamykać i wszystkie argumenty, przedstawiane przez przeciwników lotniska mogą sobie oni tak na prawdę w …. wsadzić.
Na wstępie parę słów informacyjnych o obiekcie. Lotnisko, które jest powodem zamieszania, to Lotnisko Babice oznaczane w spisie ICAO jako EPBC, a znane też pod błędnymi nazwami Lotniska Bemowo lub Lotniska Boernerowo. Mieści się ono na styku dwóch warszawskich dzielnic – Bemowa i Bielan.

Ostatnio głośno się zrobiło o konieczności zamknięcia lotniska z powodu wypadku Puchacza (ultralekki szybowiec szkoleniowy), który spadł na ogródki działkowe oraz z powodu nieoczekiwanego rozbicia się „Ratownika 12” (więcej o wypadku Agusty parę wpisów niżej). I nagle podniosły się głosy stetryczałych mieszkańców Chomiczówki, Bielan, Piasków, Wawrzyszewa i Żoliborza, że koniecznie trzeba zamknąć lotnisko, albo ograniczyć loty szkoleniowe. Nie pamiętam ile dokładnie było przypadków, gdy samoloty stacjonujące na Babicach rozbiły się w Warszawie, ale za pewne było ich mniej niż wypadków samochodowych w Warszawie. Podobnie ma się sprawa z ilością osób, które w tych wypadkach zginęły.
A szansa, że jakiś samolot uderzy w blok zawsze istnieje. Z tym, że jest ona taka sama w momencie istnienia lotniska na Bemowie jak i bez tego lotniska. Tylko że, jeżeli nie byłoby lotniska Babcie to 95% z tego co by mogło uderzyć to samoloty podchodzące do lądowania na Okęciu, a te samolociki są ciut większe. No i jasne jest, że jeżeli taki B737 by uderzył, to by była powtórka z Kabat lub z 11 września, a tego mimo wszystko nie chcielibyśmy mieć jeszcze raz.

Ale mimo to ludzie muszą się tego czepiać, że za dużo tego lata.

To jest normalne, że dużo lata, bo w końcu już przed II wojną latało tutaj tego trochę. I od lat 50. co bardziej kumaci wiedzieli, że na Babicach jest lotnisko. A pomimo tego, od lat 60. w pobliżu lotniska zaczęły się pojawiać pierwsze bloki. I w tym momencie zaczęto nagminnie łamać wszelkie normy – zarówno te prawne jaki i zdroworozsądkowe. No bo kto normalny buduje 10-15 piętrowce w okolicach lotniska. Oczywiście budowano w ramach kolejnego czynu społecznego dla dumnie żyjącego ustroju rodem z Wielkiego Czerwonego Brata i dumnie rozbudowującej się stolicy (tfu z taką stolicą w takim ustroju). Jeżeli gdzieś trzeba było budować, to można było budować po drugiej stronie Wisły – tam lotnisk nie było i by to nikomu nie przeszkadzało. No ale trudno, stoją już tam gdzie stoją – wyburzać na razie nie będziemy, chociaż może byłoby lepiej, skoro ostatnio głośno o chęci pozbycia się Pałacu Kultury i Nauki to może warto by i paru innych absurdów PRLu się pozbyć, tak żeby wszystkim było lepiej.

Więc narzekający na to, że za dużo się odbywa lotów nad ich domami są sami sobie winni. Winni, bo zapewne większość obecnych mieszkańców tych obszarów doskonale wiedzieli, że mają za sąsiada aktywne lotnisko. Jak im się nie podobają loty to w Polsce jest kilkanaście tysięcy kilometrów wolnej przestrzeni, gdzie mogą sobie zamieszkać i nikomu nie przeszkadzać, a i im nic nie będzie przeszkadzało.

Następna grupa podnosi lament, że za głośno.

Ten argument mnie rozbraja. Na bemowskim lotnisku jest ZA GŁOŚNO??? Kto tak mówi??? Ludzie, którzy chyba mają problemy ze słuchem. Głośno to tu było parę dekad wstecz, a nie teraz, kiedy najgłośniejsze są chyba „Antki„, które na Bemowie często pojawiają się tylko w okresie letnim, zaś poza nim są tu sporadycznie. Że niby głośne są helikoptery. No to niech piszą skargę do KGB… przepraszam, do TVN 24, bo to ich „Błękitny” robi najwięcej hałasu i lata najbliżej (najniżej) terenów zamieszkanych.

Zamknięcie lotniska będzie się równało przede wszystkim znacznemu zanieczyszczeniu powietrza w centrum Warszawy. Bo przez Bemowo biegnie coś w rodzaju kanału wentylacyjnego (nie pamiętam jak to się dokładnie nazywa). Poza tym trzeba będzie gdzieś przenieść wszystkie podmioty stacjonujące na lotnisku.

Ale na razie lotniska nie zamkną ani zadufani w sobie mieszkańcy Bielan czy Żoliborza, którzy tak usilnie protestują przeciw lotnisku, które tak na prawdę nic im nie zrobiło, ale co do zasady – sąsiad się podpisał pod protestem, to co ja mam być gorszy i też podpiszę. Narodzie stołeczny – opamiętaj się, jak chcesz Warszawę swoją mieć zieloną i żywą, a nie szarą i martwą.

Do tematu jeszcze powrócę. Niedługo.

 
Możliwość komentowania Od lotniska na Bemowie ręce przecz została wyłączona

Opublikował/a w dniu 28 listopada 2009 w Warszawa

 

Tagi: , , , , , ,

Cmentarzysko Zapomnianych Ksiażek – rusza już 30 listopada

Uratuj choć jedną Książkę !!! – Daj jej nowy dom – Cmentarzysko Zapomnianych Książek.

Warszawscy antykwariusze alarmują : już za chwile kilkadziesiąt tysięcy książek trafi na śmietnik !! Pomóż je uratować !!!!
Już od 30 listopada w Warszawie będzie można odwiedzać niezwykłe miejsce znane do tej pory tylko z książki Carlosa Ruiza Zafona „Cień Wiatru”
Podobnie bowiem jak w Barcelonie w budynku Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego na poziomie „-1” otwarte zostanie Cmentarzysko Zapomnianych Książek.
Cmentarzysko to nietypowy antykwariat gdzie nie kupujemy książek tylko je przygarniamy i zabieramy do domu.
Na terenie Cmentarzyska jest zgromadzonych ponad 30 tys. woluminów które czekają na nowy dom.
Taka nietypowa i awangardowa forma sprzedaży książek jest odpowiedzią warszawskich antykwariuszy na tragiczną sytuację na rynku książki i na coraz słabsze czytelnictwo.
Codziennie widzimy jak umierają kolejne tytuły i autorzy – mówi Waldemar Szatanek pomysłodawca akcji – i choć oczywiście nie w sensie dosłownym to naprawdę i fizycznie zalegają nam tysiące książek z którymi nie wiadomo co zrobić ?
Klienci antykwariatów ich nie chcą. Biblioteki też nie, same chętnie oddają podobną literaturę. Oddać je wiec na zniszczenie? Na makulaturę? Trochę to niegodne antykwariusza i przede wszystkim przyjaciela książek.
Problem z książkami z którymi nie wiadomo co zrobić, nasilił się w ciągu ostatnich kilku miesięcy.
Praktycznie codziennie stykamy się z sytuacją że będąc czy to na zakupach w domu u klienta, czy gdy klient przychodzi do antykwariatu słyszymy że główną motywacją do pozbycia się książek jest nie chęć zysku a raczej potrzeba pozbycia się całości księgozbioru. – opowiada Grzegorz Cielecki warszawski antykwariusz. – Klienci tłumaczą nam że nie maja serca sami wyrzucić książek. Ale my musimy bo już nie mamy gdzie ich trzymać. Właściwie każdej wielkości lokal jestem w stanie zapełnić książkami w ciągu kilku tygodni. Chcąc nie chcąc robimy wiec za grabarzy…..
Ponieważ taka sytuacja jest u większości warszawskich antykwariuszy, część z nich postanowiła podjąć ostatnią próbę uratowania kilkudziesięciu tysięcy książek od zniszczenia.
Powstał wiec pomysł stworzenia Cmentarzyska Zapomnianych Książek – miejsca do którego trafią te książki których już nikt nie chce. Takiego trochę schroniska , trochę poczekalni. Miejsca do którego będzie można przyjść i zabrać zapomniane książki do domu.
Dlatego w Cmentarzysku nie płaci się za książki. Książki jednak nie są całkiem za darmo.
Płaci się bowiem za wejście na teren Cmentarzyska. Dostaje się za to przy wejściu ogromną torbę, którą można po brzegi wypełnić książkami. Gdy ktoś boi się że sam nie wybierze odpowiedniej ilości książek (lub uważa że cena za wejście jest za duża) może przyjść z rodziną czy przyjaciółmi i wspólnie wypełniać jedną torbę.
Ile do tej torby zmieścisz książek nie ma znaczenia. Możesz wziąć jedną, najwartościowszą Twoim zdaniem a może znajdziesz 50 czy 100 sztuk. To już zależy od Ciebie. Bo za książki nie płacisz.
Chcemy z książek zdjąć odium przedmiotu – tłumaczy Szatanek – miłośnik książek po wejściu do Cmentarzyska ma się nie zastanawiać czy go stać na daną książkę czy warta jest tej ceny. Ma nie przeliczać książki na pieniądze. Dlatego zrezygnowaliśmy z wyceny pojedynczych książek. Czytelnik ma się poczuć trochę jak w kinie, gdzie niezależnie od tego czy podoba mu się cały film czy tylko jedna scena płaci za bilet. Podobnie jest w Cmentarzysku czy weźmiesz jedną książkę czy sto – płacisz tyle samo.
Z powodów organizacyjnych , kwestii kosztów lokalu, transportu itp. niestety nie udało się zorganizować całkowicie darmowego rozdawania książek. Szczególnie że dla tego typu imprezy trudno znaleźć sponsorów a i Urząd Miasta nie był zainteresowany pomocą w stworzeniu takiego miejsca.
Warto też podkreślić że w brew obiegowej opinii która głosi że nie czytamy bo książki są za drogie, z Cmentarzyska za kilkadziesiąt złotych (cena Np. jednej pizzy lub pół litra wódki) możemy przynieść do domu taką ilość książek która starczy nawet pilnie czytającej rodzinie na co najmniej rok lektury.
Może wiec warto pofatygować się do Cmentarzyska Zapomnianych Książek ? !!!
Pomóż uratować książki – przyjdź do Cmentarzyska.
Cennik :
– 30 zł – bilet normalny
– 25 zł – bilet ulgowy
(studencki, emerycki lub gdy przyniesiesz i zostawisz przynajmniej 10 książek)
– 50 zł – bilet do krypty nowości (tylko w soboty)
– 5 zł – bilet dla Twojego znajomego , rodziny , przyjaciela – jeśli wybieracie do jednej torby

Jeżeli nie wiesz co zrobić z książkami które Ci zalęgają przynieś je do nas lub zadzwoń. Niech trafią w dobre ręce.
Cmentarzysko działać będzie tylko w dniach 30 listopada do 23 grudnia 2009 .
Poniedziałek – piątek: 11.00 – 19.00, w soboty: 11.00 – 15.00, w niedziele nieczynne.
Warszawa ul. Dobra 56/66 , budynek Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego, poziom -1
Więcej szczegółów na stronach www.conrada11.pl oraz www.przeczytaneksiazki.pl.
Dodatkowe informacje u organizatora imprezy
Waldemar Szatanek : 503056220/226632919

Cmentarzysko Zapomnianych Książek Regulamin

1. W Cmentarzysku nie kupujesz książek, stąd zabierasz książki by nie trafiły na makulaturę.

2. Płacisz przy wejściu, dostajesz za to torbę możesz dzięki niej wynieść tyle książek ile do niej zmieścisz.

3. Książki w Cmentarzysku są używane, w stanie różnym i może się zdarzyć że nie znajdziesz tylu książek ilu byś chciał. Zastanów się przed wejściem – Nie zwracamy za bilety nawet jeśli nic nie wybierzesz.

4. Książki które przynoszą czytelnicy gromadzone są w Krypcie Nowości. Wstęp jest tam tylko w soboty. Książki z Krypty Nowości w poniedziałek trafiają do reszty Cmentarzyska.

5. Cennik
– 30 zł – bilet normalny
– 25 zł – bilet ulgowy
(studencki, emerycki lub gdy przyniesiesz i zostawisz przynajmniej 10 książek)
– 50 zł – bilet do krypty nowości (tylko w soboty)
– 5 zł – bilet dla Twojego znajomego, rodziny, przyjaciela – jeśli wybieracie do jednej torby

6. Organizator zastrzega sobie interpretacje Regulaminu oraz spraw nieuregulowanych w powyższym Regulaminie w trybie zdroworozsądkowym.

Plan Cmentarzyska : Na Cmentarzysku Zapomnianych Książek znajduje się 5 krypt :

Podział na Krypty

1. Krypta Poległych Beletrystów i Poetów – zawiera książki z działów : beletrystyki polskiej i obcej oraz poezji.
2. Krypta Szeroko Rozumianych Techników i Umysłów Ścisłych – zawiera książki z działów : akademickie, naukowe, podręczniki, obcojęzyczne, słowniki, nauka języków oraz nauki społeczne i przyrodnicze.
3. Krypta Minionej Rozrywki – zawiera książki z działów : młodzieżowa ,dziecięca, sensacja, kryminał, horror, sf, kobiece, poradniki, sztuka , muzyka, film, teatr.
4. Krypta Historii – zawiera książki z działu historii, biografii i powieści historycznej.
5. Krypta Nowości -wszystko to co trafi na Cmentarzysko od poniedziałku do piątku. Odwiedziny tylko w soboty.

info pochodzi ze strony: http://www.conrada11.pl/?m=2&idk=1&idw=35

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 22 listopada 2009 w Warszawa

 

Najbardziej bolesna strata od dłuższego czasu.

Niestety dzisiaj doszło do zdarzenia, o którym nigdy nie chciałem usłyszeć. Na „moim” lotnisku Babice (czytać Lotnisko Bemowo) rozbił się najpiękniejszy śmigłowiec latający po polskim (głównie warszawskim) niebie. Śmigłowiec ten swoją sylwetką, dźwiękiem i innymi cechami daleko w tyle pozostawiał wszystkie inne helikoptery, które było mi dane widzieć (a trochę tych „śmiglaków” było). A mam na myśli śmigłowiec Agusta A109 Power.
Pierwszy raz jedyną Agustę w barwach Lotniczego Pogotowia Ratunkowego zobaczyłem na lotnisku Babice dokładnie 20 czerwca 2005 roku. Piękna żółta sylwetka, z charakterystycznym „noskiem” na przedzie. Piękno tego samolotu mnie uraczyło. A109 dostała ogólnopolski kod „Ratownik 12” i stała się prawdziwym ratownikiem, który czuwał nad zdrowiem i życiem mieszkańców Warszawy i Mazowsza także w nocy (co nie było możliwe dla Mi-2).
Dźwięk Agusty był dźwiękiem niepowtarzalnym na bemowskim lotnisku i szybko się go „nauczyłem”, bo był to dźwięk wyjątkowy. Tak dobrze, że nie patrząc przez okno (które wychodzi na całe lotnisko) byłem w stanie stwierdzić, że to właśnie A109 ląduje lub startuje.
A nie tylko dźwięk tego helikoptera zapadł mi w pamięć. Ilekroć uśmiech pojawił mi się na twarzy, gdy z niesamowitą prędkością Agusta przelatywała dosłownie parę metrów nad moim blokiem. I nigdy nie bałem się, że ten śmigłowiec może się zderzyć z którymś z bloków wokół lotniska (bloków, które z resztą nie powinny nigdy w tym miejscu stanąć – ale to już temat na inny wpis).
Może to głupie, ale przez pięć lat zżyłem się z tym helikopterem. Wielokrotnie obserwowałem akcje ratunkowe przeprowadzane przez A109 – czy to w telewizji TVP3 i TVP Info, czy to na żywo (głównie przy szpitalu Banacha). Nie wiem czy jest ktoś, kto tą maszynę tak samo ceni jak ja. Pewnie się trochę takich osób jednak znajdzie – chociażby ekipy ratunkowe, które nim latały oraz osoby, które zostały uratowane przez szybki transport na jego pokładzie do szpitala.
Parę razy zdarzało się, że A109 znikała na dłuższy czas z Bemowa – pomagała przy wielu akcjach w całej Polsce. Nie wiem w ilu akcjach uczestniczyła, ale na pewno przez te 5 lat można te akcje liczyć w tysiącach. Ostatnią głośną akcją była pomoc w ratowaniu górników z kopalni „Wujek”-„Ruch Śląsk” w Rudzie Śląskiej 18 i 19 września br. . Po tym czasie Agusty przez długi czas nie było widać i słychać nad Bemowem. Prawdopodobnie przechodziła remont i dokonano jej przeglądu. Powróciła do Warszawy koło trzech-czterech tygodni temu.
W między czasie w Warszawie pojawił się nowy śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego – EuroCopter 135. Nie wiem kto i ile dał komuś w łapę, ale jeżeli EuroCoptery mają być flotą ratowniczą w Polsce, to ja podziękuje za ratowanie mnie takim śmigłowcem. Brzydkie może one nie są, ale nie mają w sobie tego, co ma A109. Agusta jest na polskim niebie chyba niepowtarzalna, zaś takie EC jak zakupiło Lotnicze PR latają w Polsce już od dłuższego czasu. Czemu zamiast EC 135 nie kupiono podobnego do Agusty EC Dauphin? Nie wiem.
Ale wróćmy do Agusty. Pamiętam, że pierwszy raz po powrocie Agusty ze Śląska usłyszałem ją późnym wieczorem. Ucieszyłem się na ten dźwięk. I nie przewidywałem nawet, że tak krótko będę mógł się cieszyć z tego dźwięku.
Niestety, dzień dzisiejszy był ostatnim, w którym A109 uniosła się na bemowskim niebie przed długą przerwą. O 14:30 Agusta, podczas lotu szkoleniowego – a dokładnie to już po lądowaniu – uległa poważnej awarii. Drgania z wirnika nośnego przeniosły się na ogon oraz śmigło tylne. Drgające łopaty wirnika nośnego odcięły ogon od reszty kadłuba. Poważnie uszkodzony został też sam wirnik nośny.
Na szczęście obaj piloci nie zostali poważnie ranni.

Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś zobaczę A109 w locie nad Warszawą.

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 20 listopada 2009 w Warszawa

 

Robert Enke nie żyje…

Do tej pory rzadko poruszałem tu tematy piłkarskie, ale tym razem po prostu muszę coś o piłce napisać. Przeglądałem sobie akurat portal Sport.pl. Czytałem nagłówki najnowszych wiadomości. Jedna z nich zaczynała się: „Bramkarz reprezentacji Niemiec…”. Niby nic nadzwyczajnego. Ale gdy zobaczyłem dalszą część nagłówka to zamarłem i musiałem nagłówek przeczytać jeszcze raz. „Bramkarz reprezentacji Niemiec Robert Enke nie żyje”.

Miał 32 lata i według wstępnych ustaleń policji piłkarz popełnił samobójstwo. Według doniesień niemieckiego Kicker’a Enke rzucił się pod tramwaj w mieście Neustadt am Rübenberge.

Całe środowisko piłkarskie w Niemczech przeżyło szok, gdy się o tym dowiedziało. W sumie nie ma się czemu dziwić. Enke był wymieniany jako pewniak do wyjazdu z Niemcami do RPA. Wydawało się, że niczego nie brakuje takiemu człowiekowi do szczęścia. „Wszyscy jesteśmy wstrząśnięci, brak nam słów” – powiedział menedżer drużyny narodowej Oliver Bierhoff.
Ale jest też druga strona medalu. Martin Kind, szef Hannover 96, w którym Enke grał ostatnio, powiedział, że Enke „był ostatnio niestabilny”. Poza tym trzy lata temu przeżył rodzinny dramat, gdy jego dwuletnia córeczka Lara zmarła z powodu wady serca. Jednak trudno jest tak na prawdę powiedzieć, co pchnęło Roberta do takiego kroku. Być może kiedyś się to wyjaśni.

Jako, że bramka jest najbliższą mi pozycją na piłkarskim boisku, dużo czasu poświęciłem niedawno na analizę tego, kto mógłby pojechać do RPA w niemieckiej kadrze. Weise, Rensing, Weidenfeller i właśnie Enke – to były moje typy. Niestety… Enke do RPA nie pojedzie… I teraz pozostaje tylko pytanie, czy Enke zostanie uhonorowany „zarezerwowanym numerem”, z którym grał w Borussii Moenchengladbach, Barcelonie, Fenerbahce Stambuł, Benfice Lizbona albo Hannoverze. Mimo zaledwie 32. lat, powinien zostać uhonorowany.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 10 listopada 2009 w Piłka nożna