RSS

OSP Radom, czyli patologia w wersji radomskiej

27 Mar

Po trzech pierwszych setach pierwszego spotkania w barażach o ligowy byt wydawało mi się, że nie będzie miło. Ale chłopaki z AZSu sprężyli się i pokazali, że na Mazowszu to właśnie oni grają na poziomie PlusLigi.
Nie ma Jadaru...
Ale po kolei.
Jako, że był to mój pierwszy mecz wyjazdowy (niestety dopiero pierwszy) nie miałem zamiaru się spóźnić, w efekcie czego pod ursynowską Twierdzą byłem… 40 minut przed 13:30 (chociaż sam wyjazd był planowany o 15:00, to o 13:30 zaczęliśmy przygotowywać okolicznościowe flagi).
Po początkowych „kłopotach, kłopotach”, efektu finalnego nie powstydził by się sam Pablo Picasso, mimo iż Guerenica to nie była. Ale w końcu ani to czas, ani miejsce, a już na pewno nie rywal, dla którego trzeba by się tak wysilać. Niemniej gratulacje dla pary malarzy.
O godzinie 14:15 na tyłach Areny Ursynów dumnie prezentowały się dwie flagi (zwrot „flaga” brzmi ładniej niż „transparent”): „TRĄBIĆ CHCECIE, A ŚPIEWAĆ NIE UMIECIE… – ŁOŚKI” oraz „JAK SYRENA, TO TYLKO WARSZAWSKA – JESTEŚMY WASZĄ STOLICĄ”. Druga flaga poza samym napisem przewodnim została uzupełniona o Herb Miasta Stołecznego Warszawy oraz ozdobiona autografami tych, którzy je przygotowali. Tak, jest i mój.
Oczekiwanie na wyschnięcie farby umililiśmy sobie debatą nad tym jakim językiem porozumiewają się dziadarowcy oraz z jakich serwisów internetowych starają się korzystać. Nie zabrakło także małego treningu choreografii „made in Radom”.
Swoje zrobił oczywiście także Wydział Chemiczny, który odpowiednio zadbał o to, by dojechać do Radomia w odpowiednim – oczywiście kulturalnym i trzeźwym – stanie kibicowskim.

Wraz z uciekającymi minutami, dzielącymi nas od odjazdu, pod AU pojawiało się coraz więcej kibiców w biało-zielonych i zielono-białych szalikach. Oczywiście nie wszyscy wyrobili się na planowany czas odjazdu, przez co odjechaliśmy w nie do końca pełnym składzie.

Drogę do Radomia umilił nam Najlepszy Mix Przebojów AZS PW, w którym znalazły się utwory m.in. Britney Spears, Ricky’ego Martina oraz zespołów Loft, VengaBoys czy Backstreet Boys.
Jedyny (chyba) postój zaliczyliśmy w Tarczynie na stacji Orlen, gdzie zgarnęliśmy jeszcze jedno gardło płci żeńskiej do kibicowania w Radomiu.
Już na rogatkach miasta pojawiły się duże reklamy reklamujące Kostkę Brukową. Jednak im dalej wjeżdżaliśmy w to miasto, tym tych reklam było mniej. Konkluzja: lepiej niech tą reklamę i tą nazwę oglądają inni aniżeli swoi.
Po wjeździe do Radomia okazało się, że przez roboty drogowe zwiedzimy sobie gratis jeszcze całe miasto siedząc w autokarze. Zbliżając się powoli do ulicy Narutowicza minęliśmy remizę strażacką. Panowie strażacy patrzyli się na nas jakoś tak dziwnie. Szanowni panowie strażacy, to na prawdę nie my zajumaliśmy wam tą syrenę alarmową, poszukajcie bliżej.
Po zajrzeniu w chyba każdy możliwy kąt Radomia, w końcu jednak dojechaliśmy do Hali MOSiRu. Po opuszczeniu autokaru przelatując nad naszymi głowami – na niebie równie błękitnym jak to w stolicy – powitały nas warszawskie „Sto trzydziestki”, czyli samoloty PZL Orlik. Od razu zrobiło się jakoś tak przyjemniej, wiedząc, że tam na górze są nasi.

Hala MOSiR w Radomiu nie jest jakimś ewenementem technicznym. Przedstawia raczej myśl techniczną epoki „późnogierkowskiej”: z zewnątrz metal, w środku lakierowane drewno. Cytując dosłownie za Wikipedią: „Obiekt może pomieścić z 1200 plastikowych krzesełek i rozkładaną trybuną około 2500 widzów.”. Cokolwiek ma to znaczyć, to nie wierzę w to, żeby w tym kurniku zmieściło się więcej osób niż w Arenie Ursynów. No chyba, że liczymy też alejki na szczycie każdej trybuny.
Nasz sektor (ależ chciałbym napisać B1, ale niestety to tylko w Warszawie) został ulokowany w rogu hali. Mieliśmy znakomity widok na sektor Klubu „”Kibica”” Dziadaru Kostki Brukowej oraz beznadziejny na sam parkiet.

Oczywiście nie mogło zabraknąć zgrzytu na linii KK AZS PW – zarząd Dziadaru KB. Nie wiedzieć czemu kazali nam zdjąć flagę „TRĄBIĆ CHCECIE, A ŚPIEWAĆ NIE UMIECIE… – ŁOŚKI”. Że przepraszam co ?? Łośki są obraźliwe ?? Patologia w wersji radomskiej. Nie ostatnia w tym meczu.

Relacji z meczu, jak zwykle, nie będę pisał. Wspomnę jednak, że sędziowie tym razem nie przeinaczyli wyniku, mimo że seryjnie nie zauważali błędów w przyjęciu u Stańczaka i paru piłek niesionych u „Dzadarowców”.

Wracamy na trybuny. Niejako na przetarcie gardeł odśpiewaliśmy „Czarni Radom, Czarni” i „Nie ma Jadaru, w Radomiu nie ma Jadaru. Są tylko Czarni, w Radomiu są tylko Czarni”. W odpowiedzi sektor vis-a-vis zaczął pokazywać na ostatnią stronę regionalnego magazynu PlusLigi, gdzie widniała reklama Unicefu ze zdjęciem afrykańskich dzieci. Czyli już na dzień dobry pokazali, że są żenujący.
Co do dopingu, to w pierwszym secie długo nie słyszałem naszego własnego dopingu (!!). A wszystko przez to, że w aktywny doping dla Dziadaru KB włączyły się wszystkie sektory (oczywiście poza naszym). Na Arenie Ursynów tego nie uświadczyłem dotąd ani razu. Jednak z biegiem setów coraz częściej i dłużej było nas słychać.

Oczywiście nie zabrakło skradzionej z OSP Radom syreny strażackiej na sektorze naprzeciw naszego. Co trzeba mieć zamiast mózgu, aby coś takiego przytargać na mecz. Swoją drogą w przepisach prawa jest odpowiedni zapis ZAKAZUJĄCY użytkowania tego typu sprzętu w takich okolicznościach i na tego typu wydarzeniach. Tylko czego ja wymagam. Skoro Dziadarowcy nie potrafią śpiewać, to co dopiero znają jakieś przepisy prawa.

Oprawowo zaprezentowaliśmy się minimalnie lepiej. Dziadar zaprezentował dwie flagi w biało-niebiesko-czerwoną szachownicę i jedną z wielkim logo Dziadaru. Pod sektorem wisiała sekorówka: >> KLUB „”KIBICA – Dumni po zwycięstwie, wierni po porażce <<. My mieliśmy znacznie więcej flag biało-zielonych (nie wszystkie wykorzystaliśmy, bo sektor był za mały), sektorówkę z Krzysiem Kowalczykiem i wspomniane już wcześniej dwie flagi okolicznościowe.

Z ciekawszych przyśpiewek, które śpiewaliśmy szczególnie w pamięć zapadła mi ta, skierowana do Janka Gałązki: "Zostaw Red Bulla, hej Janek zostaw Red Bulla…". Oj, pastwimy my się nad tym naszym Jankiem 🙂

Jedyne czego żałuję, to tego, że Zygmunt Chajzer [prywatnie kibic AZS PW – przyp. autor], który dojechał na mecz w końcówce I seta, nie przyszedł do nas na sektor. Byśmy sobie zrobili „Moment Prawdy” na trybunach.
W zamian mieliśmy miły gest po ostatnim gwizdku sędziego. Nasze chłopaki weszli na trybuny stojące na płycie boiska i uścisnęli nam ręce. Oni wiedzą, że „JESTEŚMY ZAWSZE TAM, GDZIE NASZ AZS GRA…”.

El Prezes Gumiś, Sala, Kocisz, Mania, Beti, Jemmajs, Baro, Całus i wszyscy pozostali – Dzięki serdeczne za wspaniałą atmosferę. I widzimy się w środę.

Advertisements
 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 27 marca 2010 w AZS Politechnika

 

One response to “OSP Radom, czyli patologia w wersji radomskiej

  1. Kociszek

    28 marca 2010 at 00:36

    „Szanowni panowie strażacy, to na prawdę nie my zajumaliśmy wam tą syrenę alarmową, poszukajcie bliżej.” – od 5 minut nie mogę przestać się z tego brechtać 😀

    od siebie dodam że powrót też był ciekawy – tańce, hulanki, swawole i toaleta w postaci pomieszczenia o powierzchni 0,5×0,5m z dziurą w podłodze:) ale pisać o szczegółach nie mam zamiaru, bo kto był ten wie co się działo, a nieobecnych, w tym oczywiście Zygmunta Chajzera zapraszamy na kolejny już 9 kwietnia 🙂

    hej hej AZS!

    ps. oooooooooooooooooo! 🙂

     

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: