RSS

Linia 35, czyli „Następny przystanek: Plac Politechniki” (cz. 1)

17 Kwi

Cykl postów zainspirowany blogiem Autobus Czerwony.
Za oknem wiosna, w kalendarzu wiosna… Warszawa z biało-szaro-żółtej zaczyna się robić zielono-szaro-czarna. I dobrze.
Ale ja nie o porach roku.
Warszawa ma obecnie 26 linii tramwajowych. Więc i numeracja powinna się kończyć na takim właśnie numerze. Nic bardziej mylnego, gdyż najwyższym oznaczeniem linii tramwajów w Warszawie jest 46. A jest to spowodowane historycznym przywiązaniem do poszczególnych numerów i dopiero zupełne zmiany trasy powodują, że jedne numery znikają, a inne się pojawiają. I tak na przykład #5 w latach 70. i 80. kursowała z Huty przez centrum na Wiatraczną, a od dobrych paru lat jeździ z Koła przez Metro Młociny (d. Huta) do Metra Marymont.
Główne wejście do Arkadii jest od strony Ronda Zgrupowania Armii Krajowej Radosław, zwanego po prostu Rondem Radosława lub wg starej nomenklatury Rondem Babka. Jest to jedno z najciekawszych, największych i w ogóle naj…. rond w Warszawie. Od 2008 roku zmieniło się oznakowanie na tym rondzie. Od tego momentu wygląda ono tak. Gdyby nie to, że polska kultura jazdy jest jak jest, nie byłoby problemu z pokonywaniem tego skrzyżowania w sposób prawidłowy.
Są w stolicy linie ciekawe i wyjątkowe. Taką na przykład jest #20, która na pewnym swoim odcinku porusza się w obie strony po jednym torowisku z kilkoma mijankami. Podobno to ewenement na skalę europejską. Jak ktoś chce poczytać ciekawą fotorelację z wycieczki, to zapraszam na: http://akson.sgh.waw.pl/~mz32162/kolej/tramwaje/Boernerowo/.
Jednak w Warszawie jest też jedna linia, którą jednocześnie bardzo lubię i którą często przeklinam. Jest to #35.
W obecnym kształcie trasa #35 funkcjonuje od stycznia 2006 roku, gdy to uroczyście otwarto odcinek tramwajowy od Nowego Bemowa do ul. Broniewskiego. Początkowo #35 jeździła tylko do Pl. Narutowicza, a od lutego 208 roku dojeżdża już do Okęcia (nie mylić z Lotniskiem Chopina). Poza tą zmianą parę razy linia jeździła po lekko zmodyfikowanych trasach, co było spowodowane remontami lub „eventami”.
Tyle o historii. Czas na teraźniejszość.
Moja przygoda z #35 rozpoczęła się lat kilka temu. Wtedy to była to jeszcze przygoda krótka, szybka i alternatywna. Krótka i szybka, bo miałem do przejechania tylko 3-4 przystanki, dzielące mnie od liceum na Bielanach. Alternatywna, bo poza #35 były jeszcze #2 i #13 oraz #19, a także autobus #112.
Jednak od października 2008 roku moja przygoda jest znacznie dłuższa, bo zamiast tych paru przystanków przejeżdżam ponad połowę trasy, z Nowego Bemowa aż do tytułowego Placu Politechniki.
I chociaż, tak jak już wspomniałem często wyklinam tą linię to w rzeczywistości jest to linia wręcz opiniotwórcza. I sprawdza się w tej roli znacznie lepiej niż gazety czy inne media. A opiniotwórczy jest każdy kawałek pokonywanej trasy.
Od pętli na Nowym Bemowie do północnej granicy dzielnicy jest dokładnie kilometr, czyli 1/19 całej trasy. I wydaje się, że nic ciekawego na tak krótkim odcinku nie może być. Jednak #35 na tym kilometrze jeździ po dawnym pasie startowym Lotniska Babice i przecina istniejący drugi pas tego samego lotniska. Często zdarza się, że jadąc #35 dokładnie nad tramwajem na wysokości 20 metrów do lądowania podchodzi Cessna lub inny Mil. Szkoda by było, gdyby za parę lat nie można było usłyszeć towarzyszącego temu obrazkowi dźwięku silnika lotniczego. A zapowiada się, że niestety do tego dojdzie, poprzez idiotyczne decyzje władz GDDKiA, które usilnie starają się poprowadzić przez płytę lotniska trasę S-7 i Trasę Mostu Północnego. Im częściej o tym projekcie słyszę, tym częściej zastanawiam się ile i kto dostał w łapę od GDDKiA żeby przymknąć oko na ekologię, środowisko i przepisy prawne, (podobno) obowiązujące w Polsce. Jak za kilka lat nie będzie czym oddychać w Śródmieściu, wtedy ktoś wspomni słowa tych, którzy protestowali przeciwko tej trasie.
Przecinając ulicę generała Maczka opuszczamy Bemowo i wjeżdżamy do drugiej dzielnicy, przez którą przejeżdża #35 – Bielany. Dzielnica ta znacznie kontrastuje z Bemowem. Przede wszystkim nie ma lotniska, choć swego czasu w obecnych granicach dzielnicy były aż dwa. Poza tym Bielany ostatnimi czasy wydają mi się być bardziej zaniedbane, brudne. Na mapie Warszawy są takie dalekie, peryferyjne. Nawet patrząc na trasę metra, stacja Młociny wydaje się być znacznie dalej od centrum niż wszystkie inne (no może poza Kabatami). Chociaż nie można całej dzielnicy uśrednić, bo jak każda ma różne oblicza. Jednak 15 lat spędzonych w tej dzielnicy wytworzyło i zakodowało we mnie obraz wolno stojących śmietników, dzikich wysypisk w okolicach bloków wojskowych oraz lekko szemranej okolicy dawnego węzła komunikacyjnego Huta (obecnie Metro Młociny). Jednak mimo tego Bielany, wzdłuż ulicy Broniewskiego, po której jeździ #35 to Bielany w wersji Piaski i Olszyna: po jednej stronie niskie, 3-5 piętrowe bloki, a po drugiej wyższe 10 i 11 piętrowce. Taka typowa sypialnia Warszawy. Schludne i wręcz matematycznie identyczne budynki powodują, że odcinek ul. Broniewskiego zawsze bardzo mi się dłuży, mimo tego, że #35 jedzie przez tą ulicę tylko dziesięć minut. To dla mnie jest to zawsze za długie dziesięć minut.
Szczególnym miejscem jest przystanek przy ulicy Duracza. Zawsze gdy jadę tramwajami z głosowym zapowiadaniem przystanków, zapowiedź tego konkretnego przystanku powoduje u mnie zastanowienie, czy aby nasz język nie jest spokrewniony z chińskim, bo zapowiedź brzmi: „Następny przystanek: Du-Ra-Cza”.
Sam przystanek znajduje się w ciekawym miejscu. Jest niemalże wciśnięty w bazarek, który ciągnie się wzdłuż torów tramwajowych. Ściany prowizorycznych budek, zbudowanych głównie z plastiku i drewna niemalże wchodzą na te tory.
Z tych dziesięciu minut podróży ulicą Broniewskiego średnio połowa przypada na Bielany a druga połowa to już Żoliborz. Ten sam, o którym Staszczyk śpiewa: „(…) Zielony Żoliborz, pieprzony Żoliborz / Rozkwita na drzewach, na krzewach (…)”. Gdyby nie to, że obie dzielnice rozdziela dosyć szeroka aleja Armii Krajowej czyli tzw. Trasa Toruńska, trudno byłoby zauważyć, że już się nie jest na Bielanach. W sumie wszystko wygląda tak samo. Bloki jak stały tak nadal stoją, ale jest ich trochę mniej. Więcej jest za to punktów handlowo-usługowych.
Dojeżdżając do placu Grunwaldzkiego mija się Wyższą Szkołę Komunikowania i Mediów Społecznych. Na ogrodzeniach tej uczelni widnieją różne graffiti. Spośród obecnie się tam znajdujących żadne nie wyróżnia się znacząco. Kiedyś było tam graffiti na prawdę ładne, ładnie zrobione. Była to grafika przedstawiająca bociana rodem z kreskówek Disneya i herby dwóch piłkarskich klubów: polskiej CWKS Legii i holenderskiego ADO Den Haag. Nie wiem co się z tym graffiti stało, ale szkoda, że go już tam nie ma.
Przejeżdżając plac Grunwaldzki #35 wspina się mozolnie na wiadukt przebiegający nad torami, które łączą Dworzec Gdański ze stacjami zlokalizowanymi na Woli. Jeszcze przed wjazdem na ten wiadukt widać jeden z największych kompleksów handlowych usytuowanych nie na obrzeżach stolicy – CH Arkadia.
Do Arkadii nigdy nie jest mi po drodze, ale to właśnie Arkadia często staje się ostatnią deską ratunku, bo jeżeli nigdzie indziej nie da się czegoś kupić, to można to właśnie kupić w Arkadii. Co prawda zanim w tym mallu znajdzie się to, czego się szuka spędzi się w nim przynajmniej 1,5 godziny. Ale jeżeli się komuś nie śpieszy nigdzie, to tej straty czasu nie zauważy.

Reklamy
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 17 kwietnia 2010 w Warszawa

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: