RSS

Archiwa miesięczne: Maj 2010

Akcenty z Taizé w konkursie Eurowizji 2010

Czas na refleksje związane z konkursem Eurowizji 2010.
O dziwo w tym roku zwyciężyła piosenka, która była moim faworytem.
Lena Meyer-Landrut, która zaśpiewała piosenkę „Satellite” zauroczyła Europę. Może o tym świadczyć ilość otrzymanych „dwunastek” – aż 9. W tym roku jednomyślnością wykazali się mieszkańcy Skandynawii – Finowie, Szwedzi, Norwegowie, Duńczycy oraz Estończycy i Łotysze maksymalne oceny dali reprezentantce Niemiec. Swoją cegiełkę do zwycięstwa Niemiec dołożyli również Polacy, którzy dali Niemce 7 punktów.
Lena Meyer-Landrut
Mnie zwycięstwo Leny cieszy w wielu aspektach.
Przede wszystkim po wielu latach chudych Niemcy mogą cieszyć się z powrotu na piedestał eurowizyjnych zmagań. I co by nie mówić o poziomie konkursu w ostatnich latach, to „Satellite” jest utworem, który mógłby śmiało rywalizować z piosenkami ABBY, Celine Dion czy Johnny’ego Logana.
Po Lenie widać było, że nie jest przesiąknięta całym tym eurowizyjnym plastikowym światem. Ona przez cały czas stała jakby obok tego i po odebraniu statuetki za zwycięstwo, wprost zapytała, czy teraz ma jeszcze raz zaśpiewać. I gdy śpiewała ze statuetką i niemiecką flagą w rękach widać było po niej, że naprawdę nie dotarł do niej fakt wygranej.

Oczywiście cieszy mnie też wygrana niezwykle ładnej dziewczyny, jaką jest niewątpliwie Lena.

Najważniejsze zaś jest to, iż Lena ma wiele wspólnego ze Wspólnotą z Taizé. Kto oglądał wczorajszy finał i przyjrzał się łańcuszkowi, który na szyi miała Lena, zobaczył, że na rzemyku wisi czarny krzyż-gołębica, będąca znakiem rozpoznawczym ludzi związanych z Taizé.
Lena Meyer-Landrut
Jak się okazuje, mając 17 lat, Lena wyjechała wraz z czternastoma innymi młodymi ludźmi z hanowerskiego Centrum Młodzieżowego „Tabor” w poszukiwaniu sensu do francuskiej osady Taizé. Jak sama twierdziła, w Taizé poczuła się tak szczęśliwa jak nigdy wcześniej. Od tego czasu nosi na szyi czarny, charakterystyczny, krzyż Taizé. Krzyż ten można także było zobaczyć na wszystkich próbach przed koncertem finałowym oraz podczas samego koncertu.
Poza krzyżem Taizé na lewym ramieniu Lena ma tatuaż z tak zwaną lilią rycerską, która jest symbolem Chrześcijańskiego Stowarzyszenia Girl Guides.
Lena Meyer-Landrut

Wersja „Satellite” przy którejLenie pomagał Alexander Rybak

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 30 Maj 2010 w Taizé

 

Tagi: , , , , , , , ,

Eurowizja 2010

Chociaż Festiwal Piosenki Eurowizja nie jest już tym samym co jeszcze kilka lat temu, gdy europejscy reprezentanci prezentowali na prawdę ciekawe utwory, to jeszcze czasem zdarzy się coś ciekawego, godnego odnotowania i… umieszczenia tego na moim blogu.
A więc…

W tym roku interesująca jest piosenka reprezentantki Niemiec, Leny Meyer-Landrut pt. „Satellite”

Fajna, energiczna, rytmiczna. A do tego bardzo ładna dziewczyna, która śpiewa tą piosenkę. Powinna wygrać.

W poprzednich latach też dało się wyłowić parę ciekawych utworów, z całego tego eurowizyjnego kiczu.

W 2009 roku furorę zrobił Aleksander Rybak, Białorusin reprezentujący w konkursie Norwegię. Z piosenką Fairytale zdobył serca całej Europy. I nie ma się czemu dziwić.

Rok wcześniej piękną piosenkę miała reprezentantka Węgier, Csézy z anglo-węgierską wersją piosenki „Szívverés” / „Candlelight”. Niestety w piosenka nie przypadła do gustu europejskiej publiczności i została ostatecznie sklasyfikowana na ostatnim, 19. miejscu w 2 półfinale.

W tym samym roku triumfował Rosjanin Dima Biłan z utworem „Believe”. Dimie na scenie towarzyszył wówczas słynny łyżwiarz figurowy Jewgienij Pluszczenko.

Rok 2007 to oczywiście ballada Mariji Šerifović „Molitva”. Trochę disney’owska, ale dosyć ciekawa kompozycja jak na poziom eurowizyjnych melodii.

 
27 komentarzy

Opublikował/a w dniu 29 Maj 2010 w Bez kategorii

 

Przekręt po radomsku

Skończył się sezon PlusLigi, baraże, play-offy i play-outy za nami. Wydawałoby się koniec i kropka i wiemy wszystko. Wiemy kto zagra, a kto nie. Otóż nic bardziej mylnego.
Oto bowiem jest już pewne, że w sezonie 2010/2011 na parkietach PlusLigi nie zobaczymy zwycięzcy dwuetapowych baraży o utrzymanie, czyli drużyna Jadaru Sport Radom, ani też przegranego drugiej fazy baraży Trefla Piłka Siatkowa Gdańsk. Zespołem tym będzie AZS Politechnika Warszawska.
Patrząc wstecz, ostatni raz sytuacja, gdy klub po utrzymaniu się w lidze nie wystąpił w niej w następnym sezonie, miała miejsce po sezonie 2007/2008. Wówczas Płomień Sosnowiec w Polskiej Lidze Siatkówki zastąpiła Delecta Bydgoszcz, która spadła z ligi po przegraniu baraży z AZS PW.
Jednak wówczas zaważyły problemy finansowe klubu, a teraz dziwna polityka prezesa i właściciela Jadaru Kostki Brukowej, Tadeusz Kupidura.
Jak sam stwierdził, zdecydował się sprzedać za 500 tysięcy złotych plusligową licencję Warszawie, bo za dużo musiałby teraz włożyć w klub, a ponadto nie ma w Radomiu wystarczającego poparcia dla klubu oraz możliwości oglądania siatkówki.
W pewnym sensie dziwię się niektórym stwierdzeniom prezesa Kupidury oraz zdziwieniu kibiców Jadaru. Bo patrząc w historię siatkówki w Radomiu w XX wieku widać, że Jadar był tworem co najmniej „nienaturalnym”. W 2002 roku Czarni Radom spadli do serii B, w której grali jeszcze w sezonie 2002/2003. Jednak kłopoty finansowe sprawiły, że Czarni zniknęli z profesjonalnej siatkówki. W ich miejsce w Radomiu pojawił się Jadar, który wszedł w Radomskie Towarzystwo Siatkówki. Jako nowy klub nie miał żadnych powiązań z Czarnymi, więc i kibice Czarnych niechętnie patrzyli na nowy twór. Z sezonu na sezon KS Jadar stawał się klubem z prawdziwego zdarzenia, ale też skuteczną reklamą firmy. W grudniu 2007 roku powołano do życia Radomskie Centrum Siatkarskie, które przejęło rezerwy oraz drużyny młodzieżowe Jadaru.
Był to pierwszy, choć jeszcze nie tak bardzo znaczący gol samobójczy (chociaż w tej dyscyplinie należałoby to chyba nazwać „atakiem w antenkę”) prezesa Kupidury. W 2008 roku RCS przyjęło nazwę RCS Czarni, i stało się pełnoprawnym spadkobiercą tradycji WKS Czarnych Radom.
W momencie odrodzenia się Czarnych nastąpił wyraźny podział pomiędzy radomską sceną kibicowską. Tradycjonaliści, którzy nie uznawali Jadaru jako następcy WKS-u, mogli w końcu kibicować swojej drużynie, podważając przy tym zasadność istnienia w Radomiu KS Jadar. Fani Jadaru negowali zaś tradycję Czarnych. Oliwy do ognia dolał też fakt, iż od 2005 roku zaczęto utrudniać możliwość wejścia na mecze Jadaru kibiców Czarnych. Ponadto zarząd Jadaru nie dotrzymał obietnicy, że w nazwę drużyny wejdzie człon Czarni.

Pierwsze deklaracje w sprawie sprzedaży klubu pojawiły się już w maju 2008 roku. Kupidura powiedział wówczas, że aby zostać właścicielem klubu trzeba zapłacić za: „Udziały w Polskiej Lidze Siatkówki to 100 tysięcy złotych. A wartość spółki? Ile kto da. Może być jeden złoty, a może być jeden milion złotych. Wszystko zależy od negocjacji.” (cała rozmowa tutaj). Jak widać prezesowi nie było już po drodze z klubem i chciał się go pozbyć. Ale pozbyć w taki sposób, by zjeść ciastko i mieć ciastko. Poprzednia próba nie wyszła, a Jadar wciąż balansował w okolicach strefy spadkowej.

Co nie udało w 2008 roku udało się teraz. Kupidura pozbył się licencji PlusLigi i zdecydował, że radomski klub mimo wywalczenia utrzymania, nie zagra w ekstraklasie siatkówki. Jego miejsce zajmie AZS Politechnika Warszawska. A co z Jadarem… zapewne wejdzie w spółkę z Czarnymi i będzie działał pod nazwą Czarni Jadar. Bo jeżeli nie wejdzie w spółkę, to stanie się tworem tak dziwnym, że KP Legia Warszawa i KSP Polonia Warszawa przy tym są prawdziwymi spadkobiercami – odpowiednio – CWKS-u i „starej” Polonii. Tworem bez kibiców, bez hali i niemal bez zawodników i sponsora.

Tak więc, czas chyba najwyższy pożegnać Jadar i powitać odrodzonych Czarnych, jako głównego gospodarza hali MOSiR w Radomiu.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 27 Maj 2010 w Siatkówka

 

1997 – 2010… Trzynaście lat minęło, wielka woda kolejny raz powróciła.

Jak to jest, że po trzynastu latach – ciężkich trzynastu latach – znów Polska stała się ofiarą wielkiej wody? Gdzie się podziały te wszystkie zapewnienia prezydentów, premierów, ministrów, marszałków? „Wybudujemy”, „Zadbamy”, „Zapewnimy”, „Pomożemy”…
I właśnie teraz widzimy, że chyba jest w Polsce coś, co budowane jest wolniej niż autostrady – są to oczywiście wały przeciwpowodziowe. Po co nam te wszystkie specustawy, pozwalające na wywalenie na zbity pysk ludzi, którzy zawinili tylko tym, że od paru dekad mieszkali w miejscach, w których nagle ma biec droga szybkiego ruchu lub autostrada, którą z kolei mają pojechać samochody i autokary z kibicami na EURO 2012, jeżeli nie potrafimy stworzyć ustawy, zapewniającej zwolnienie terenów pod budowę nowych wałów oraz szybszej możliwości modernizacji już istniejących.
Natura jest nieobliczalna i człowiek z nią nie wygra, ale działając odpowiednio można ją trochę ujarzmić. Ale naród polski jest narodem trudnym do wyuczenia, by żył ekologicznie i działał racjonalnie. I nie chodzi mi tu tylko o statystycznego Kowalskiego bądź Nowaka, ale także tych, którzy naszym państwem rządzą. Bo przecież im jest łatwiej wysłać tysiące żołnierzy do Afganistanu czy Iraku, aby tylko przypodobać się Ameryce, niż zainwestować ułamek tego w infrastrukturę przeciwpowodziową.

Ku pamięci (Powódź 1000-lecia z 1997 roku):

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 20 Maj 2010 w Bez kategorii

 

Oficjalna premiera MiniPromoVideo WAiNS PW

LipDub’y… Co to jest? Jakieś filmiki, na których pokazują się studenci w takiej wersji, w jakiej chcieliby być, a nie są. I kto za parę lat będzie pamiętał o tych filmikach… Chyba tylko osoby, które w nich wystąpiły.
My, jako pierwsi w Polsce postanowiliśmy nakręcić coś nowego, co pokaże jak wygląda prawdziwa polska uczelnia. I nie chcemy do tego wykorzystywać setek złotych i wkręcać w to setek osób. Niskobudżetowy film o naszym wydziale powstanie już niedługo. A narazie przedsmak w pierwszym MiniPromoVideo WAiNS PW:

Informujemy, że wszystkie napoje wykorzystane w filmie są bezalkoholowe i nie mają nic wspólnego z etykietkami umieszczonymi na opakowaniach.

 
2 komentarze

Opublikował/a w dniu 17 Maj 2010 w Politechnika

 

BARÇA Campió d’Espanya 2010

BARÇA Campió d'Espanya 2010
38 spotkań, 31 zwycięstw, 6 remisów, 1 porażka, 99 punktów.
31.08.09 – La Liga – 1. kolejka : FC Barcelona – Sporting Gijon 3:0
12.09.09 – La Liga – 2. kolejka : Getafe – FC Barcelona 0:2
19.09.09 – La Liga – 3. kolejka : FC Barcelona – Atletico Madryt 5:2
22.09.09 – La Liga – 4. kolejka : Racing Santander – FC Barcelona 1:4
26.09.09 – La Liga – 5. kolejka : Malaga – FC Barcelona 0:2
04.10.09 – La Liga – 6. kolejka : FC Barcelona – Almeria 1:0
18.10.09 – La Liga – 7. kolejka : Valencia CF – FC Barcelona 0:0
25.10.09 – La Liga – 8. kolejka : FC Barcelona – Real Saragossa 6:1
31.10.09 – La Liga – 9. kolejka : Osasuna Pampeluna – FC Barcelona 1:1
07.11.09 – La Liga – 10. kolejka : FC Barcelona – Real Mallorca 4:2
22.11.09 – La Liga – 11. kolejka : Athletic Bilbao – FC Barcelona 1:1
29.11.09 – La Liga – 12. kolejka : FC Barcelona – Real Madryt 1:0
02.12.09 – La Liga – 15. kolejka (awansem) : Xerez – FC Barcelona 0:2
05.12.09 – La Liga – 13. kolejka : Deportivo La Coruna – FC Barcelona 1:3
12.12.09 – La Liga – 14. kolejka : FC Barcelona – Espanyol Barcelona 1:0
02.01.10 – La Liga – 16. kolejka : FC Barcelona – Villarreal CF 1:1
10.01.10 – La Liga – 17. kolejka : Tenerife – FC Barcelona 0:5
16.01.10 – La Liga – 18. kolejka : FC Barcelona – FC Sevilla 4:0
23.01.10 – La Liga – 19. kolejka : Real Valladolid – FC Barcelona 0:3
31.01.10 – La Liga – 20. kolejka : Sporting Gijon – FC Barcelona 0:1
07.02.10 – La Liga – 21. kolejka : FC Barcelona – Getafe CF 2:1
14.02.10 – La Liga – 22. kolejka : Atletico Madryt – FC Barcelona 2:1
21.02.10 – La Liga – 23. kolejka : FC Barcelona – Racing Santander 4:0
27.02.10 – La Liga – 24. kolejka : FC Barcelona – Malaga 2:1
06.03.10 – La Liga – 25. kolejka : Almeria – FC Barcelona 2:2
14.03.10 – La Liga – 26. kolejka : FC Barcelona – Valencia CF 3:0
21.03.10 – La Liga – 27. kolejka : Real Saragossa – FC Barcelona 2:4
24.03.10 – La Liga – 28. kolejka : FC Barcelona – Osasuna Pampeluna 2:0
27.03.10 – La Liga – 29. kolejka : Real Mallorca – FC Barcelona 0:1
03.04.09 – La Liga – 30. kolejka : FC Barcelona – Athletic Bilbao 4:1
11.04.10 – La Liga – 31. kolejka : Real Madryt – FC Barcelona 0:2
14.04.10 – La Liga – 32. kolejka : FC Barcelona – Deportivo La Coruna 3:0
17.04.10 – La Liga – 33. kolejka : Espanyol Barcelona – FC Barcelona 0:0
24.04.10 – La Liga – 34. kolejka : FC Barcelona – Xerez 3:1
02.05.10 – La Liga – 35. kolejka : Villarreal CF – FC Barcelona 1:4
05.05.10 – La Liga – 36. kolejka : FC Barcelona – Tenerife 4:1
09.05.10 – La Liga – 37. kolejka : FC Sevilla – FC Barcelona 2:3
16.05.10 – La Liga – 38. kolejka : FC Barcelona – Real Valladolid 4:0

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 16 Maj 2010 w Bez kategorii

 

Bańcer Dance, czyli AZS PW na Wielkiej Paradzie Studentów

Klub Kibica AZS PW - Juwenalia Warszawskie 2010
Juwenalia to czas, gdy brać studencka (ale i nie tylko) robi wszystko, aby zapomnieć, że już niedługo trzeba się będzie zacząć uczyć do nadchodzącej sesji. W Warszawie kulminacyjnym punktem Juwenaliów 2010 była Wielka Parada Studentów.
W tym roku Parada ruszała z Placu Teatralnego i przejechać miała ulicami Senatorską, Marszałkowską, Placem Konstytucji, Waryńskiego i Batorego, aby dojechać na stadion Akademickiego Związku Sportowego Politechniki Warszawskiej (czyli tzw. stadion Syrenki).
W tym roku Klub Kibica dostał od AZS-u zaproszenie, by stawić się na biało-zielonej platformie uczelnianego klubu. Traf chciał, że dzień wcześniej był mecz pomiędzy Klubem Kibica a zawodnikami… Ale co tam. Kto chciał to mógł spokojnie wyrobić się na obie imprezy. Zwłaszcza, że platformy ruszały spod Teatru Narodowego dopiero przed 13:00.
Ja miałem dylemat, gdyż musiałem wybrać pomiędzy platformą mojego wydziału, którą współprzygotowywałem przez kilka ostatnich dni, a właśnie platformą AZS-u. No, ale że kochanego klubu nie pozostawia się w trudnych czasach, a takie się przydarzyły, to ostatecznie zdecydowałem się na biało-zieloną platformę.
W oczekiwaniu na kilka innych osób z KK, które zapowiedziały swoje przybycie zrobiłem krótkie rozeznanie wśród innych lawet, które miały brać udział w WPS (Wielkiej Paradzie Studentów). Ciekawie zaprezentowały się SGGW, AON & WAT, połączone siły warszawskich NZS-ów, oraz politechniczne lawety wydziałów EiTI, WZ i oczywiście MEiL & AiNS.
Laweta AZS-u podzieliła się na dwie części. Na jednej stał Klub Kibica wspomagany moimi kolegami (łącznie sześć osób), drugą zaś zajęły skąpo ubrane tancerki. Część lawety zajął także sprzęt grający i nasze rzeczy. Od momentu ruszenia wokół lawety chodził patrol parady, który w naszym przypadku stanowili członkowie AZS-u, którzy dla podkreślenia brakującej muskulatury założyli pod koszulki kapoki ratunkowe. Na szyi zawisły oczywiście zielone szaliki z gryfem AZS-u. My zostaliśmy wyposażeni w gwizdki, szaliki, smycze i łapki z logo i w barwach naszego klubu.
Jako, że na lawecie było dużo wolnego miejsca, to postanowiliśmy skorzystać ze sprzętu sportowego i rozegraliśmy sobie mini-mecz siatkówki. Niestety, niektórzy z nas zbyt weszli w rolę i parę razy patrol parady musiał biegać po piłki, które zostały zaserwowane daleko poza lawetę.
Od wjazdu na Marszałkowską stopniowo zaczęli na naszą lawetę wdrapywać się współuczestnicy Parady, którzy albo opuścili swoje lawety, albo nie zmieścili się na nich. Ci, którzy nie zdecydowali dołączyć się do naszej zabawy mogli poćwiczyć swój refleks i chwytać, wyrzucane z pokładu zielonkawe dyski freesbie.
Na Placu Konstytucji nasza laweta minęła Platformę Rektorską (chociaż bardziej to była Platforma Dziekańska). Pozdrawiam Dziekan Dzieniszewską, która stojąc może pięć metrów ode mnie, nie zauważyła mnie. Może i dobrze 🙂
Paradoksalnie, najbardziej nieoczekiwany gość pojawił się na lawecie gdy mijaliśmy budynek, w którym mieści się siedziba AZS PW. Wtedy to na naszą lawetę „wejście smoka z pewnymi problemami” zaliczył Marcin Bańcerowski. Szczerze to nie wiem, kto był bardziej zdziwiony – my na widok Prezesa AZS-u, czy on na nasz widok. Jednak największe oklaski należą się Bańcerowi nie za sposób wejścia na platformę, ale za jakże niezwykły jego taniec z szalikiem AZS-u. Tego tańca nie da się opisać ani słowem pisanym, ani mówionym – to trzeba było po prostu zobaczyć.
Gdy dojeżdżaliśmy pod stadion Syrenki zrównaliśmy się z lawetą NZS-owców. Oba pojazdy stały tak blisko siebie, że niektórzy zaczęli przemieszczać się między platformami, nie korzystając przy tym z ziemi. My pozostaliśmy wierni naszej biało-zielonej lawecie do samego końca. A gdy wiadomo było, że nie ma już naprawdę po co stać na lawecie AZS-u, opuściliśmy ją w dość niekonwencjonalny sposób.
Jako, że mieliśmy jeszcze w pamięci i w kościach wizytę w Remoncie poprzedniego dnia zrezygnowaliśmy z wizyty na terenie stadionu i poszliśmy do… McD w podziemiach Dworca Centralnego, gdzie na spokojnie podebatowaliśmy sobie na temat kończącego się sezonu PlusLigi oraz dlaczego Janek nie dostanie już więcej Red Bull’a.
A potem… Każdy poszedł w swoją stronę, przez co ja na ten przykład wylądowałem na Rondzie Starzyńskiego i po dość długiej przerwie miałem możliwość przejechania się tramwajem 28 po moście Gdańskim.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 15 Maj 2010 w AZS Politechnika