RSS

Bańcer Dance, czyli AZS PW na Wielkiej Paradzie Studentów

15 Maj

Klub Kibica AZS PW - Juwenalia Warszawskie 2010
Juwenalia to czas, gdy brać studencka (ale i nie tylko) robi wszystko, aby zapomnieć, że już niedługo trzeba się będzie zacząć uczyć do nadchodzącej sesji. W Warszawie kulminacyjnym punktem Juwenaliów 2010 była Wielka Parada Studentów.
W tym roku Parada ruszała z Placu Teatralnego i przejechać miała ulicami Senatorską, Marszałkowską, Placem Konstytucji, Waryńskiego i Batorego, aby dojechać na stadion Akademickiego Związku Sportowego Politechniki Warszawskiej (czyli tzw. stadion Syrenki).
W tym roku Klub Kibica dostał od AZS-u zaproszenie, by stawić się na biało-zielonej platformie uczelnianego klubu. Traf chciał, że dzień wcześniej był mecz pomiędzy Klubem Kibica a zawodnikami… Ale co tam. Kto chciał to mógł spokojnie wyrobić się na obie imprezy. Zwłaszcza, że platformy ruszały spod Teatru Narodowego dopiero przed 13:00.
Ja miałem dylemat, gdyż musiałem wybrać pomiędzy platformą mojego wydziału, którą współprzygotowywałem przez kilka ostatnich dni, a właśnie platformą AZS-u. No, ale że kochanego klubu nie pozostawia się w trudnych czasach, a takie się przydarzyły, to ostatecznie zdecydowałem się na biało-zieloną platformę.
W oczekiwaniu na kilka innych osób z KK, które zapowiedziały swoje przybycie zrobiłem krótkie rozeznanie wśród innych lawet, które miały brać udział w WPS (Wielkiej Paradzie Studentów). Ciekawie zaprezentowały się SGGW, AON & WAT, połączone siły warszawskich NZS-ów, oraz politechniczne lawety wydziałów EiTI, WZ i oczywiście MEiL & AiNS.
Laweta AZS-u podzieliła się na dwie części. Na jednej stał Klub Kibica wspomagany moimi kolegami (łącznie sześć osób), drugą zaś zajęły skąpo ubrane tancerki. Część lawety zajął także sprzęt grający i nasze rzeczy. Od momentu ruszenia wokół lawety chodził patrol parady, który w naszym przypadku stanowili członkowie AZS-u, którzy dla podkreślenia brakującej muskulatury założyli pod koszulki kapoki ratunkowe. Na szyi zawisły oczywiście zielone szaliki z gryfem AZS-u. My zostaliśmy wyposażeni w gwizdki, szaliki, smycze i łapki z logo i w barwach naszego klubu.
Jako, że na lawecie było dużo wolnego miejsca, to postanowiliśmy skorzystać ze sprzętu sportowego i rozegraliśmy sobie mini-mecz siatkówki. Niestety, niektórzy z nas zbyt weszli w rolę i parę razy patrol parady musiał biegać po piłki, które zostały zaserwowane daleko poza lawetę.
Od wjazdu na Marszałkowską stopniowo zaczęli na naszą lawetę wdrapywać się współuczestnicy Parady, którzy albo opuścili swoje lawety, albo nie zmieścili się na nich. Ci, którzy nie zdecydowali dołączyć się do naszej zabawy mogli poćwiczyć swój refleks i chwytać, wyrzucane z pokładu zielonkawe dyski freesbie.
Na Placu Konstytucji nasza laweta minęła Platformę Rektorską (chociaż bardziej to była Platforma Dziekańska). Pozdrawiam Dziekan Dzieniszewską, która stojąc może pięć metrów ode mnie, nie zauważyła mnie. Może i dobrze 🙂
Paradoksalnie, najbardziej nieoczekiwany gość pojawił się na lawecie gdy mijaliśmy budynek, w którym mieści się siedziba AZS PW. Wtedy to na naszą lawetę „wejście smoka z pewnymi problemami” zaliczył Marcin Bańcerowski. Szczerze to nie wiem, kto był bardziej zdziwiony – my na widok Prezesa AZS-u, czy on na nasz widok. Jednak największe oklaski należą się Bańcerowi nie za sposób wejścia na platformę, ale za jakże niezwykły jego taniec z szalikiem AZS-u. Tego tańca nie da się opisać ani słowem pisanym, ani mówionym – to trzeba było po prostu zobaczyć.
Gdy dojeżdżaliśmy pod stadion Syrenki zrównaliśmy się z lawetą NZS-owców. Oba pojazdy stały tak blisko siebie, że niektórzy zaczęli przemieszczać się między platformami, nie korzystając przy tym z ziemi. My pozostaliśmy wierni naszej biało-zielonej lawecie do samego końca. A gdy wiadomo było, że nie ma już naprawdę po co stać na lawecie AZS-u, opuściliśmy ją w dość niekonwencjonalny sposób.
Jako, że mieliśmy jeszcze w pamięci i w kościach wizytę w Remoncie poprzedniego dnia zrezygnowaliśmy z wizyty na terenie stadionu i poszliśmy do… McD w podziemiach Dworca Centralnego, gdzie na spokojnie podebatowaliśmy sobie na temat kończącego się sezonu PlusLigi oraz dlaczego Janek nie dostanie już więcej Red Bull’a.
A potem… Każdy poszedł w swoją stronę, przez co ja na ten przykład wylądowałem na Rondzie Starzyńskiego i po dość długiej przerwie miałem możliwość przejechania się tramwajem 28 po moście Gdańskim.

Advertisements
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 15 maja 2010 w AZS Politechnika

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: