RSS

„Parę chwil”, czyli subiektywnie o grupie IRA (cz. 1)

02 Lip

Polska scena muzyczna co chwilę zasypywana jest przez różne gwiazdki i gwiazdeczki, które myśląc, że dzięki wzięciu udziału – a niekiedy nawet wygraniu – w programie pokroju „Fabryka Gwiazd” czy „Śpiewaj i Walcz” – złapały byka za rogi i potrafią śpiewać. Jakież to mylne przekonanie. Obecnie bowiem kreuje się błędne przeświadczenie, że aby być dobrym artystą muzykiem, trzeba robić wokoło siebie szum i być uczestnikiem tysięcy wydarzeń, których jedyny związek z muzyką ogranicza się do urządzenia odtwarzającego jakieś mniej lub bardziej trafione utwory.
IRA
Należy się tylko cieszyć, że są w Polsce tacy artyści, który potrafią przeciwstawić się tej cukierkowo-silikonowo-plastikowej fali. Że wśród tego bagna śpiewaków można jeszcze znaleźć artystów, którzy – z krótszymi albo dłuższymi przerwami – grają dla Polaków od wielu, wielu lat.
Jednym z takich piosenkarzy jest Artur Gadowski, który wraz z zespołem IRA koncertuje i nagrywa swoje utwory już od 20 lat. Dla jednych to dużo, dla innych mało, ale zdecydowanie więcej jest takich, którzy chcieliby móc świętować dwie dekady tworzenia na – niewątpliwie – trudnym polskim rynku muzycznym.


IRA została powołana do życia w Radomiu (i jest to jedna z niewielu rzeczy, za które dziękuję temu miastu) w 1987 roku. Twórcą grupy był Jakub Płucisz. Wiosną 1986 roku do grupy Płucisza, który jest gitarzystą dołączył perkusista Wojciech Owczarek, a w połowie 1987 roku do duetu dołączył Artur Gadowski. Skład uzupełnili jeszcze basista Dariusz Grudzień i klawiszowiec Grzegorz Wawrzeńczuk. Tak oto powstała grupa IRA.
Pierwsza płyta, wydana w grudniu 1989 roku pokazuje kierunek muzyczny jaki obrała grupa. Kto wsłucha się w takie utwory jak „Adres w sercu” czy „Będziesz moja”, pochodzące właśnie z płyty „IRA”, ten bez problemów odnajdzie w nich elementy wspólne z pochodzącymi z tamtego okresu utworami zespołu Bon Jovi.


Muzycy IRY zdecydowali się na ryzykowny krok, idąc w stronę mało popularnego wówczas w Polsce, łagodniejszego komercyjnego amerykańskiego heavy metalu.
Co się miało stać, jednak się stało, i jakże pozytywny gniew płynący z utworów IRY wraz z otwieraniem się Polski na świat zachodni zaczął docierać do polskich uszu. Ale i sami muzycy delikatnie zmienili swoje brzmienie. Na płycie „Mój dom” z 1991 roku, w takich utworach jak chociażby „California” słychać wpływy Guns N’Roses.

To właśnie piosenkami z tej płyty IRA wypracowała swój własny charakterystyczny styl, łączący w sobie elementy melodyjnego rock’n’rolla z rockiem amerykańskim oraz hard rockiem. Jednak na każdej kolejnej płycie IRA można znaleźć zarówno rockowe ballady, jak i utwory ostre i energiczne.
Gdy po nieudanej płycie „Ogień” oraz wewnętrznych nieporozumieniach w zespole, grupę opuszcza Jakub Płucisz, muzycy uznali że dalsze koncertowanie nie ma sensu. W 1996 roku oficjalnie ogłaszają zawieszenie działalności.
Sam Gadowski o płycie „Ogrody” mówił: „Album uważam za marny, szczególnie od strony słownej. Właśnie na etapie tej płyty zrozumiałem że powinienem dać sobie spokój z układaniem tekstów”.
Mijały lata, podczas których Gadowski realizował się w solowym projekcie. W 2001 roku pojawiają się pierwsze wspólne próby reanimacji i reaktywacji IRY. W nowym składzie IRA wraca w 2002 roku albumem „Tu i Teraz”. Jednak pierwsze wspólne koncerty Sujki, Owczarka oraz Gadowskiego czyli ponad połowy składu IRY przed zawieszeniem działalności mają miejsce już w 2001 roku podczas pobytu w USA.
„Tu i Teraz” jest płytą popowo-rockową, przez co IRA odchodzi od swojego dotychczasowego brzmienia, pozostawiając jednak na swoich płytach sporo miejsca na utwory czysto rockowe. Nowe brzmienie grupy nie przypadło do gustu części dotychczasowych fanów IRY, którzy posądzili Gadowskiego i resztę grupy o komercjalizację.
W 2004 roku IRA ma na swoim koncie kolejną studyjną płytę. Najnowszy krążek, „Ogień” zawiera w sobie 12 utworów. Od melodyjnych ballad do ostrych i melodyjnych hardrockowych brzmień gitarowych. Według wielu fanów i krytyków dopiero „Ogień” jest powrotem IRY do swoich najlepszych czasów i utworów.
Po trzech latach powstaje płyta „Londyn 8:15”. Ósma płyta to znów powrót do łagodniejszych brzmień.
Ostatnia na dzień dzisiejszy płyta, „9” to z kolei mieszanka łagodnych ballad z mocniejszymi utworami.

Tak właśnie wygląda dorobek płytowy IRY. Każdy miłośnik muzyki rockowej znajdzie w kompozycjach radomskiej grupy coś dla siebie. Jednak skoro ma to być subiektywne spojrzenie na ten zespół przejść trzeba z encyklopedycznych opisów i przytoczeń przejść do tego, czego nigdzie indziej się nie przeczyta.

Kiedy pierwszy raz usłyszałem piosenkę IRY?? Szczerze, to nie pamiętam. Przypuszczam, że było to – paradoksalnie – w momencie, gdy IRA była nieaktywna lub tuż przed wstrzymaniem działalności grupy, bo samo zawieszenie działalności pamiętam. Pierwszą z piosenek, którą mogę z całą pewnością określić w czasie, w którym ją słyszałem jest utwór „Ona jest ze snu”, śpiewana przez Gadowskiego w ramach solowej płyty. Były to wakacje 1998 rok. Mistrzostwa Świata we Francji i moje wakacje w Augustowie. Wspomniany utwór był wówczas często grany w I Programie Polskiego Radia w audycji „Lato z Radiem”.

1998 rok. Ja, szczyl, mający zaledwie 9,5 roku. Cóż mogłem tak naprawdę zrozumieć z tego utworu? Niewiele. Było to prawdziwe „Pierwsze spotkanie, jak podróż w nieznane…”. Pierwsze prawdziwe spotkanie z Gadowskim i jego twórczością. I znów paradoks – pierwsza poznana piosenka jest do tej pory jedną z moich ulubionych z całego repertuaru IRY i Gadowskiego.
Zapewne niewiele później po raz pierwszy usłyszałem inny hit z tej samej płyty co „Ona jest…”, a więc „Szczęśliwego Nowego Jorku”.

O ile sensu „Ona jest ze snu” nie poznałem przez jeszcze parę lat, to „Szczęśliwego…” dotarła do mnie znacznie szybciej. Słuchając tej piosenki zawsze miałem w głowie widok figury, stojącej u bram portu w N.Y. i ogromnych wieżowców na Manhattanie. Jest to też piosenka, która zawsze budowała we mnie jakiś wewnętrzny spokój i poczucie wolności. Ale nie wolności w sensie „ustrojowym”. Raczej wolności duszy.
Kolejne lata, to stopniowe poznawanie IRY. IRY nowej, reaktywowanej, ale także tej IRY starszej. Poznawanie to w dużej mierze było przez jeszcze długi czas oparte o to, co było puszczane w takich rozgłośniach jak RMF-FM, „Zetka”, Radio WAWA (zarówno w starszej formie, jak i tej nowszej) oraz Program 1 i Program 3 Polskiego Radia.

Tak więc kolejne poznawane utwory to: „Mocny”, „Bez Ciebie znikam” czy „Supertajna lista pytań” – wszystkie trzy z płyty „Tu i Teraz”.

„Mocny”. Piosenka, która ma piekielnie mocny pozytywny oddźwięk. „Masz siłę, masz wiarę – raz jeszcze pozbieraj się | Masz wiarę, masz siłę – choć siebie czasami dość | Twe serce znów bije, choć…”. Ten fragment refrenu oddaje chyba najlepiej emocje jakie niesie ze sobą ten utwór. Kiedy mam wszystkiego dość, jest to jedna z tych piosenek IRY, które powodują, że pojawia się uśmiech na twarzy.

„Bez Ciebie znikam”. IRA ma w swoim repertuarze dużą ilość piosenek o miłości. Ale nie są to piosenki banalne i płytkie. Każda z nich ma w sobie wielopoziomowy i wielopłaszczyznowy sens. „BCz” jest utworem sentymentalnym, wręcz nostalgicznym. I dlatego idealnie się w nim odnajduję. Ostatnimi czasy jest to piosenka, której słucham znacznie częściej od pozostałych piosenek IRY i rozpoczyna ona moją playlistę.
„Supertajna lista pytań”. Nie jest to piosenka, którą darzę jakimś szczególnym uczuciem. Nie nazwę jej jednak „zapchajdziurą”, bo żadna z piosenek IRY nie zasługuje na takie określenie. Jest, bo jest. Czasami lubię posłuchać takich piosenek, które stanowią przejście z jednej emocjonalnej piosenki do innej.

Na płycie „Ogrody” są dwie piosenki, które szczególnie lubię. „Jestem obcy” oraz „Mam przyjaciół”.

„Jestem obcy”. Piękna ballada o życiu. Czasami utożsamiam się z tą piosenką. „Moje serce coraz bardziej nie chce grać”. Oj… zdarzyło się już, że moje serce spowodowało, że miałem na głowie znacznie więcej siwych włosów niż to powinno być w moim wieku. I mimo, że jest to piosenka o niemalże przeciwnym sensie niż „Mocny”, to najczęściej są one ulokowane blisko siebie na playliście.
„Mam przyjaciół”. To piosenka, której tytuł jest zarazem stanem mojej świadomości. Bo wiem, że mam koło siebie ludzi, na których mogę liczyć. Wiem, że nie ma słownikowego wyjaśnienia słowa przyjaciel, ale ja mam swoją definicję dla tego słowa. W myśl tej definicji mam przyjaciół, z którymi mogę porozmawiać gdy mnie coś boli, z którymi mogę się napić i wiem, że mnie nie wyśmieją i nie wsadzą „kosy”. I są to ludzie z wielu „środowisk” – z XXII Liceum, które razem z nimi ukończyłem, z Politechniki, którą mam nadzieję kiedyś ukończyć z tytułem naukowym, i z Klubu Kibica AZS PW, z którego odejdę tylko, gdy zostanę do tego zmuszony (czyli najprawdopodobniej nigdy).

Płyta „Ogień” zawiera w sobie aż cztery piosenki, które mam na swojej ulubionej playliście IRY. Zgodnie z ich kolejnością na krążku są to: „Ogień”, „Ikar”, „Walcz” i „Parę chwil”.

„Ogień”. „Lubie, siebie lubię, co chce robię i co myślę mówię | Prostą idę drogą i niczego już nie boje się”. Tak zdecydowanie piosenka, która może podbudować mnie w najpodlejszy dzień. Zdecydowanie ta sama półka co „Mocny” i „Jestem obcy”.

„Ikar”. Tą piosenkę traktuję jako śmiech prosto w twarz tym, którzy śmiali się ze mnie lub we mnie zwątpili. Chociaż wiem, że nie do końca taki jest przekaz tej piosenki, to ja właśnie ją tak odbieram. Pozytywny kop w „cztery litery” i pokazanie pleców niedowiarkom. Zazwyczaj mam ją gdzieś obok „Szczęśliwego N.J.” na playliście.

„Walcz”. Cóż… kolejna piosenka w mocniejszych klimatach. Piękna i prawdziwa piosenka o życiu. Taki utwór może ponieść człowieka i pomóc mu, nawet w najgorszych chwilach. Jakże podobna do utworu „Ogień”, zarówno w sensie i przekazie, jak i w formie. Właśnie za takie utwory szczególnie cenię IRĘ.

„Parę chwil”. Ten utwór jednoznacznie kojarzy mi się z serialem „Egzamin z życia”. Była to piosenka użyta w czołówce tego właśnie serialu. I właśnie przy tej piosence zdawałem swój najważniejszy jak do tej pory egzamin z życia. Piosenka pobudzająca do życia i pokazująca, że w życiu nie zawsze ważne jest to, by mieć pracę za wszelką cenę. Bo w życiu bardziej liczy się szczęście i miłość. Bardzo często łączę sobie ją z piosenką „Mam przyjaciół”, bo obie mają ten pozytywny ton w sobie.

Za natchnienie do napisania tego swoistego pamiętnika w częściach opartego o utwory IRY dziękuję czterem wspaniałym dziewczynom z Klubu Kibica AZS PW.

Advertisements
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 2 lipca 2010 w Bez kategorii

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: