RSS

AZS Politechnika opuściła szlaban przed „Łoko”

23 Lu

„Inżynierowie” rozegrali wczoraj kolejny mecz, który umocnił mnie w przekonaniu, że ta grupa chłopaków jest całkowicie nieprzewidywalna.
W którym momencie wiedziałem już, że AZS PW mecz z Łokomotywem Charków wygra? Była to wygrana piłka setowa w pierwszym secie. Chociaż ostatnie sześć akcji premierowego seta w Arenie Ursynów przebiło zdecydowanie emocje towarzyszące meczom „Orłów Wenty”. Z resztą cały set był niesamowity, bo przecież AZS przegrywał już 12:18. Potem przyszedł drugi set, w którym podopieczni Radka Panasa zaproponowali, by Ci, którzy jeszcze nie zażyli leków na uspokojenie w trakcie ostatnich akcji pierwszej partii zrobili to teraz. Trudno, przegrany set na szczęście nie miał żadnych konsekwencji w całym meczu. Set trzeci Ukraińcy kontrolowali do stanu 18:14 dla „Łoko”. Potem „Inżynierowie” zaczęli stopniowo opuszczać szlaban wygrywając seta znów na przewagi 27:25. Początek czwartego seta wyglądał jak wyścig składu TGV z parowozem Union Pacific 3985 po Centralnej Magistrali Kolejowej. Maszynistą polskiego zespołu został Paweł Mikołajczak, który przy wsparciu kolegów wyprowadził stołecznych na prowadzenie 6:0. Przewaga w secie utrzymywała się długo, jednak w końcowej partii „Łoko” nabrało lekkiego rozpędu i przegrywało już tylko 17:20. Ukraińcom wyraźnie jednak zabrakło węgla i przegrali seta do 19 i tym samym całe spotkanie 1:3.

Pytanie teraz, co zobaczymy w rewanżu w Charkowie. Zobaczymy niemal na pewno (dlaczego niemal, to napisałem we wstępie) zacięty pojedynek. Łokomotyw pokazał, że mimo, iż jest „tylko” Mistrzem Ukrainy, to gra typową dla radzieckiej i postradzieckiej szkoły siatkówkę siłową. Pytanie też, w jakim składzie AZS pojawi się na boisku. Do Charkowa lecą wszyscy zawodnicy, więc nie jest wykluczone, że na parkiecie pojawi się także Patrick Steuerwald oraz Grzegorz Szymański, chociaż wczoraj typowani przed sezonem na rezerwowych – Maciek Gorzkiewicz i Paweł Mikołajczak pokazali, że są w stanie wziąć na siebie odpowiedzialność w prowadzeniu gry przeciwko Ukraińcom.
Atutem charkowskiej „kamandy” będzie także własna publiczność, której 40 przedstawicieli gościliśmy w Warszawie.
Serce każe być optymistą, rozum – realistą, a pomiędzy jednym i drugim jest ulokowany pesymizm. Bo przecież i tak to co do tej pory osiągnęli „Inżynierowie” zapisało się już złotymi zgłoskami w historii warszawskiej siatkówki, która po wielu latach znów ogląda 1/4 europejskiego pucharu i nikt nie powinien mieć im za złe tego, że (odpukać w niemalowane itd. itp.) w rewanżu sobie nie poradzą. Ale też apetyt ponoć rośnie w miarę jedzenia i najwięksi marzyciele i optymiści już zastanawiają się nad tym, gdzie zostanie rozegrany finał Pucharu CEV Challenge 2012 pomiędzy AZS Politechnika Warszawska i Tytanem AZS Częstochowa. Do takiego finału droga jeszcze bardzo kręta i daleka i trudno przypuszczać, by Maccabi Tel Awiw, Tomis Constanţa, Lausanne Université Club, Prefaxis Menen, Rennes Volley 35 i Łokomotyw Charków nie chciały być uczestnikiem wielkiego finału 2012 CEV Volleyball Challenge Cup.
Wszystko więc w rękach, nogach i głowach „Inżynierów”, którzy 29 lutego będą mieli podwójną szansę na wygraną. Bo nawet jeżeli nie wygrają całego spotkania w charkowskim Pałacu Sportu „Łokomotyw”, to wystarczy, że wygrają jednego seta. Tego, który nazywa się „złoty set”.

Advertisements
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 23 lutego 2012 w AZS Politechnika, Siatkówka

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: