RSS

Puchar pucharowi nierówny

13 Mar

Powoli zbliża się do końca sezon ligowo-pucharowy w siatkówce. Do rozegrania w większości krajów pozostają ostatnie kolejki sezonu zasadniczego lub już trwają rundy play-off. Podobnie jest w rozgrywkach pucharowych na „Starym Kontynencie”. MEVZA się skończyła, a puchary „cevowskie” również systematycznie zbliżają się do finałowych rozstrzygnięć.
O dziwo od dawien dawna (albo i jeszcze dawniej jeżeli chodzi o siatkówkę, bo w rodzimej piłce nożnej nigdy tak nie było) w każdym z trzech pucharów na szczeblu półfinałowym Challenge Cup, CEV Cup oraz Champions League mamy swoich przedstawicieli. Tylko o ile AZSowi i Resovii jak najbardziej życzę zdobycia pucharów to już Skrze niekoniecznie. Czemu ? O tym za chwilę.
Najpierw zacznę od Pucharu, który jakiś dziennikarzyna, opierając się o słowa nieistniejących ekspertów, określił mianem „Pucharu Śmietnika”. Czyli Puchar Challenge, którego pełna nazwa brzmi 2012 CEV Volleyball Challenge Cup – Men.
W ChC mieliśmy i mamy wciąż dwóch przedstawicieli. Od drugiej rundy kwalifikacyjnej gra AZS Politechnika Warszawska, a od pierwszej rundy zasadniczej gra „spadkowicz” z Pucharu CEV – Tytan AZS Częstochowa. Drabinka pucharowa ułożyła się niezwykle geograficznie. Warszawianie zwiedzali Europę Wschodnią: białoruski Żłobin, chorwacki Kaštel Stary, rosyjski Krasnodar i ukraiński Charków, a obecnie są w rumuńskiej Konstancy. Częstochowianie gościli zaś w Europie Zachodniej, a nawet poza jej stricte geograficznymi terenami: na portugalskich Azorach, hiszpańskiej Almerii, francuskim Rennes oraz teraz w belgijskim Menen.
Jakość i znaczenie wszystkich dotychczasowych przeciwników jest różna, jednak śmiało można powiedzieć, że oba AZS-y zrobiły dużo, dużo więcej nich od nich oczekiwano. Szacunek i doping dla tych zespołów należy się zwłaszcza za to, że grają w pucharze, do którego muszą dopłacać, nie mając z gry w nim praktycznie żadnych profitów finansowych.
Szkoda tylko, że duży sukces warszawskiego debiutanta nie jest praktycznie dostrzegany w okolicach Placu Bankowego. Tam fanfary można było usłyszeć w ostatnim czasie w momencie, gdy po przeciwnej stronie ulicy Łazienkowskiej, vis-a-vis Hali Torwar udało się wyjść z grupy w jakimś – również przez wielu ekspertów, tym razem z krwi i kości, uważanym za drugorzędny – Pucharze Europy. Radość nie trwała długo, bo klub ten pożegnał się już z rozgrywkami europejskimi i już tylko w lidze stara się zdobyć kolejne mistrzostwo, by po sezonie sprzedać młodych zdolnych Polaków, kupić w ich miejsce droższych, ale nie zawsze lepszych obcokrajowców podchodzących pod „trzydziestkę plus”.
Pod Jasną Górą jest trochę inaczej, bo tam poza [tu nazwa aktualnego sponsora tytularnego] AZS Częstochowa w mieście trudno o sport drużynowy na najwyższym w Polsce poziomie. Koszykówki brak, piłka nożna – była, ale do jej powrotu trochę trzeba poczekać… Ale i tam współpraca na linii klub – miasto mogła by mimo wszystko wyglądać lepiej.
Ale nic. Pozostaje czekać i liczyć na to, że za kilkanaście dni będziemy mieli dwa nadprogramowe mecze derbowe dwóch polskich AZS-ów.
Przenosimy się wyżej, do Pucharu CEV. Tam rozgrywki od pierwszej rundy rozpoczął Tytan AZS Częstochowa i Asseco Resovia Rzeszów. Pierwsi jak szybko zaczęli, tak szybko skończyli – przegrali z Halkbankiem Ankara i dalej grali w ChC. A „Sovia” rozjechała Lozannę, Apeldoorn i Sete. Później pomęczyła się z Fenerbahce i teraz zmierzy się z Lublaną. Rzeszowianie też zjeździli pół Europy i kawałek Azji i też po bojach wywalczyli sobie mecz z nieobliczalnymi Słoweńcami.
No i została nam Liga Mistrzów (i nie tylko Mistrzów). Dwa zespoły z Polski. „Kiedyś Chemik, kiedyś Mostostal” ZAKSA Kędzierzyn-Koźle oraz hegemon polskiej ligi z plusem – Skra Bełchatów. Fazę grupową oba kluby zgodnie zakończyły na drugim miejscu: ZAKSA za Trentino, Skra za Tours. Oba zespoły z drugich miejsc awansowały, jednak w drabince dwie rundy wyżej trudno je było znaleźć. Ale z różnych powodów. ZAKSA nie sprostała tegorocznej rewelacji ChL – Arkasowi Izmir, zaś Skra wraz z zakupem prawa do organizacji finału kupiła sobie prawo do ominięcia fazy play-off i nie musiała grać z Nowosybirskiem i jeszcze jednym zespołem. A że parkiet jest obiektywny to mogłoby się zakończyć odpadnięciem Skry z pucharu i by był lament, bo kolejne Mistrzostwo Polski już PGE nie wystarczy i główny sponsor bełchatowian zażyczył sobie w tym sezonie korony złożonej także z triumfu w Lidze Mistrzów. A z tym może być różnie, bo Arkas jedzie jak szalony walec, za kierownicą którego siedzi Diabeł wcielony (nie mylić z Kubą Bednarukiem) Liberman Cristhofer Agamez Urango po pucharowych przeciwnikach. Fakt, faktem, że w Łodzi Arkas nie będzie mógł liczyć na taką grupę fanatycznych kibiców, jak w Turcji, ale i bez nich jest to zespół, który nieprzypadkowo znalazł się w najlepszej czwórce tegorocznej ChL. Zaś co do Skry, to mam mieszane uczucia odnośnie zasadności ich gry w FF. Bo z jednej strony nie raz już w sportowej walce w podobnym składzie radzili sobie z przeciwnikami. Ale czy i tym razem by sobie poradzili? Nigdy się nie dowiem. Poza tym jest to dla mnie lekko naciągany awans do FF. Ciekaw jestem jakby zareagowali kibice, gdyby UEFA wprowadziła podobny sposób wyłaniania organizatora meczów półfinałowych i finału Ligi Mistrzów. Kto da więcej ten organizuje półfinały i finał i jest zwolniony z gier po fazie grupowej… Ok. Utopia, ale kwoty jakie by były w obrocie przy tej transakcji miałyby dużo zer na prawo od cyfry innej niż jeden. W siatkówce takich kwot nie ma i długo nie będzie, ale mimo to drobny niesmak kupienia sobie awansu do FF u mnie pozostaje.

Reklamy
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 13 marca 2012 w Siatkówka

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: