RSS

Archiwa miesięczne: Lipiec 2012

Czci Jerzego Kuleja

Każdy kiedyś odejdzie. Do tego lepszego świata. Jednak, gdy odchodzą ludzie wspaniali, zawsze jest za wcześnie, zawsze jest nie w porę. Takim człowiekiem był Jerzy Kulej. Był… Zmarł dziś w bródnowskim szpitalu. Miał tylko 71. lat.

Teraz wszyscy będą nagle uchodzili za wielkich znawców boksu i pana Kuleja. Ja się przyznaje, nie wymieniłbym lat, w których zdobywał medale IO czy ME. Wiedziałbym, że złote, ale czy to 1964, 1968 czy 1972 – nie dałbym sobie nic uciąć. Niemniej trudno było tej postaci nie znać.
Chociaż urodzony w Częstochowie, to przez długie lata związany ze stołeczną Gwardią. Ale pan Kulej nie był ani tylko częstochowski, ani tylko warszawski. On był ponad pojedynczymi miejscami. On był „ogólnopolski”.

Spotkałem Go kiedyś na Pikniku Olimpijskim. Nie pamiętam… Rok, dwa, trzy temu. Rozdawał autografy, śmiał się, opowiadał anegdotki z czasów startów w ringu. Wszędzie go było pełno. Miałem okazję porozmawiać z Nim dosłownie z minutę. Nawet nie o boksie, a o sporcie polskim ogólnie. A może nawet bardziej o kondycji warszawskiego sportu. Wierzył, że doczeka jeszcze czasów, gdy Warszawa znów stanie się ośrodkiem mocnym w wielu dyscyplinach z nowoczesną infrastrukturą.

Powinno być dużo lepiej, ale będzie co będzie i powinniśmy się z tego cieszyć, bo mogłoby być jeszcze gorzej…

Reklamy
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 13 lipca 2012 w Inne

 

Ars athletica Varsovia, quo vadis?

Kto zna odpowiedź na to pytanie, temu należy się wysoki urząd w Warszawie i list czystości. Dla ułatwienia dodam, ze postawione w tytule pytanie brzmi po polsku: „Sporcie Warszawy, dokąd zmierzasz?”. Doprecyzujmy, że chodzi o ligowy sport profesjonalny, czy jak kto woli wyczynowy.

Na razie niestety zmierza powoli, acz skutecznie w stronę dużego bagna. Z pięciu, a może sześciu, zespołów ekstraklasy – w co ważniejszych dyscyplinach sportowych, w których biega się z piłką, a w obrębie placu gry, po przeciwnych jego stronach znajdują się bramki albo kosze, ewentualnie na środku tegoż boiska jest siatka – może dwa mogą spokojnie patrzeć w przyszłość.

  • KP Legia – piłka nożna
  • KSP Polonia – piłka nożna
  • AZS Politechnika Warszawska – siatkówka
  • AZS Politechnika Warszawska – koszykówka
  • AZS-AWF Warszawa – rugby
  • Warsaw Spartans – futbol amerykański

Najbezpieczniejszy z tego grona jest chyba KP Legia. Ale też do czasu. Wystarczy, że i prezesostwu Grupy ITI odwidzi się dalsze spłacanie długów klubu i się go pozbędą w mało humanitarny sposób.

Dziwi mnie więc zachowanie kibiców Legii lub antykibiców KSP Polonii. Tym pierwszym trzeba przypomnieć, że grająca obecnie na Ł3 Legia nie ma nic wspólnego poza nazwą i herbem z Legią, która grała w ekstraklasie jeszcze w 1989 roku. I przyznawali to nawet ludzie, którzy w latach 90. sterowali Legią. Był bowiem ASPN, ale była i sekcja piłkarska w CWKS. Powstała (sic!) Sportowa Spółka Akcyjna, ale była i sekcja piłkarska w CWKS. Jest KP Legia, ale nie ma chwilowo sekcji w CWKS. Tym drugim zaś trzeba wręczyć nagrodę „Wzorowego kapitalisty”. Owszem, KSP Polonia SA kupiła Groclin SA, ale historia futbolu – w Polsce i na całym świecie – już dawno poznała zjawisko fuzji i przejęć klubów. Kiedyś co prawda robiono to w ramach Zrzeszeń Sportowych, Ogniw, Gwardii, Startów, Budowlanych, Stali itd. itp., a teraz skrótowiec ZS przed nazwą klubu zastąpił skrótowiec SA na jego końcu. Kiedyś o fuzji decydowali towarzysze prezesi i przewodniczący, teraz decydują prezesi i rady nadzorcze. Ale zmieniły się tylko nazwy, bo zmienił się ustrój.

Skreślenie z mapy warszawy ekstraklasowej Polonii powinno raczej zaniepokoić kibiców Legii, niż ich bezgranicznie cieszyć. Bo Legia i Polonia jadą tym samym pociągiem, tylko w różnych wagonach. I wagon Polonii się szybko zaczął wykolejać (nomen omen, bo Polonia przez wiele lat była pod patronatem związku Kolejarzy). A czy Legia się nie wykolei, zależy od tylu samu osób, co los Polonii.

Po niepewnych torach jadą dwa kluby powiązane ze środowiskiem akademickim. Siatkarsko-koszykarski AZS Politechnika niby jeszcze jedzie, ale pod kolejne wzgórze może nie podjechać. A klub rugby w AZS-AWF dziękuje instancjom wyższym, że dyscyplina ta nie wymaga ogromnych nakładów finansowych, bo po raz kolejny by wywiesili białą flagę.

I z tego wszystkiego co się dzieje w Warszawie cieszą się tylko w urzędach ogólnomiejskich. HGW uwielbia chyba wbijać szpile w laleczki z podobiznami sportowców w strojach ligowych zespołów. Dla p.o. prezydent miasta Warszawy jest to zabawa przednia, a wtórują jej ludzie z biura prasowego oraz biura ds. sportu. Bardziej się opłaca finansować sport młodzieżowy, mówiła niedawno rzeczona urzędniczka na głównym stołecznym stołku. Szkoda, że nie sprecyzowała, co to jest młodzież, lub w jakim przedziale mieści się wiek młodzieżowca. WKS Gwardia, GKP Targówek, czy nawet ta szkółka Barcelony pieniędzy z ratusza na oczy nie widziała. A jak już zobaczyła, to oczy te musiały poprawić okulary, bo były to tak małe kwoty, że w całym budżecie – niezauważalne.

Sytuacji nie poprawiło też EURO 2012. Władze Warszawy (zwłaszcza dział PR) robił po nogach ze szczęścia i piał z zachwytu nad tym jak to się Warszawa przygotowuje. No i się przygotowała. Ale w tym wszystkim ktoś zapomniał, że EURO się kiedyś (jak się okazało – niezwykle szybko) skończy i trzeba będzie żyć dalej. Oczywiście odpowiednie osoby mistrzostwa zakończyły z grubszym portfelem. Nie zawsze zasłużenie grubszym. Ale przecież lepiej dać komuś kilkaset tysięcy premii za niewykonanie zadań, niż przeznaczyć je na współfinansowanie kilku klubów.

I dziś umiera Polonia, jutro koszykówka, pojutrze cały sport w Warszawie…

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 4 lipca 2012 w Piłka nożna, Warszawa

 

Euro, Euro i po Euro

I co? Już po wszystkim… Kilkanaście dni kolorowego szaleństwa, które podzieliło kraj na pół, dziś się zamknęło. Nikt bowiem nie przechodził obojętnie wobec Mistrzostw Europy UEFA EURO 2012 TM

31 spotkań przyniosło wiele emocji. Tym razem nie sprawdziła się, mocno już wytarta maksyma, że gra tyle a tyle drużyn, a na końcu wygrywają Niemcy. Tym razem wygrali Hiszpanie. La Furia Roja, która przez kilka spotkań była bardziej Roja niż Furia. Ale zasłużyli na zwycięstwo meczem finałowym i 4:0 z Włochami.

Jednak Włochom też szacunek się należy. Smutek Pirlo, Buffona i innych… Dla nich to tylko srebro. Jednak oni przegrali w sportowej walce. Oni byli w tym meczu po prostu słabsi. Srebro ma zawsze gorszy smak od złota, gdy przegra się je w sportowej walce.

A gdzie się podziali moi ukochani Niemcy? A podziali się w półfinale, za sprawą Super Mario Balotelliego. Tylko, że niestety ten mecz pokazał, że… że coś tam w tej międzynarodowej reprezentacji Niemiec poszło nie tak. Zabrakło tej – lekkiej jak na niemieckie realia – gry, której Niemcy się nauczyli.
I niestety gdzieś tak w trakcie drugiej połowy meczu Niemcy-Włochy, zacząłem dopingować Squadra Azzurra. Tak się zasadniczo nie powinno robić, ale zmusił mnie rozum, a przede wszystkim zmusiło mnie do tego otoczenie.

Reprezentacja Polski… Znów tylko, a może aż, trzy mecze. Z tym, że zamiast zwyczajowego: meczu otwarcia, o wszystko i o honor, były: mecz otwarcia z Grecją, mecz o honor z Rosją i mecz o wszystko z Czechami.

Teraz zacznie się rozliczanie. Rozliczanie rządu, parlamentu, premiera, PZPN, Smudy, „farbowanych lisów”, budowniczych i wszystkich innych. Znów zacznie się to polskie piekiełko. Bo przecież Euro, Euro i po Euro. A życie po Euro istnieje. I trzeba się na nie na powrót nastawić… Zwłaszcza, że w 2013 i 2014 też organizujemy kilka sportowych imprez o randze kontynentalnej i światowej.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 1 lipca 2012 w Piłka nożna