RSS

Gdzie Diabeł nie może, tam kierowcę pośle

10 Wrz


Tramwaj jest wspaniałym wynalazkiem, jeżeli chodzi o sposób przemieszczania się po mieście. Ernst Werner von Siemens puszczając na szyny berlińskiego Groß-Lichterfelde pierwszy elektryczny skład nie przypuszczał jednak, że doskonałość jego wynalazku zmienia się wraz z szerokością geograficzną.
W Warszawie okazuje się, że tramwaj sprawuje się najlepiej tam, gdzie nie musi za często przecinać się z ulicami, po których porusza się więcej niż jeden samochód na minutę. Niech będzie więc pochwalony odcinek od Metra Młociny przez ul. Marymoncką do Metra Marymont. Tam bowiem jedynym skaraniem może być akuratny brak kilkuset V w przewodzie trakcyjnym.
Jak na złość, odcinek ten pokonuję raz w tygodniu – a wliczając powrót, to dwa razy – w niedzielę, jak jadę do pokamedulskiego kościoła na sumę. W pozostałe dni muszę zaś zdać się na ślepy los i zastanawiać, w które miejsce w Warszawie los raczy rzucić mniejszą ilość homo agitator, czyli „człowieków-kierowców”.
Homo agitator to funkcjonujący w Polsce gatunek, który uważa, że na drodze jest najważniejszy, zaś samochód jest naturalnym przedłużeniem jego ego, względnie egoizmu, który to we wspaniały sposób przejawia się na ulicy.
Sam mam prawo jazdy, ale samochodem jeżdżę rzadziej niż ateista pojawia się w kościele i trudno mi nawet próbować pojąć, czym kierują się przedstawiciele homo agitator, siadając za przysłowiowe „kółko”. Chociaż dziś niewiele brakowało, bym to w końcu zrozumiał. Otworzyli Marszałkowską, a ja głupi postanowiłem trasę biuro-dom pokonać nie autobusem właśnie przez Marszałkowską, a tramwajem Alejami Jerozolimskimi do Placu Zawiszy. Z przystanku Centrum do Placu Starynkiewicza jechałem 20 (słownie: dwadzieścia minut). I tak długą podróż tak relatywnie krótkiego odcinka, który według znawców z ZTM pokonuje się średnio w minut sześć zawdzięczam właśnie przedstawicielom homo agitator.
Stojąc w tramwajowym korku na wysokości PKiN oderwałem się od rzeczywistości książki Igora Zalewskiego „Ogólna teoria wszystkiego” (kryptoreklama, ale jak najbardziej słuszna, bo pozycja bardzo ciekawa) i wróciłem do rzeczywistości mojego miasta. Eksperymentalnie zacząłem liczyć w ilu samochodach, stojących w bratnim korku na jezdni północnej Alej Jerozolimskich. realizowany jest model 1+1, czyli 1 samochód + 1 osoba w środku. Było to trochę głupie zajęcie, bo oba zatory przemieszczały się w tym samym tempie i w zasięgu wzroku miałem niemal cały czas te same samochody. Jednak to wystarczyło, to wyliczenia, że 75% samochodów poza kierowcą przewoziło powietrze. I byłoby to jeszcze do zniesienia, gdyby były to samochody typu Fiat 126p. Jednak niestety były to landary o wiele większe.
Kulminacja, a raczej kumulacja homo agitatorów miała miejsce na rondzie przy Dworcu Centralnym. Tym osobnikom nie da się chyba wytłumaczyć prawdy powszechnie poza przedstawicielami homo agitatorów znanej, że DO JASNEJ CHOLERY, JAK ZA TOROWISKIEM NIE MASZ MIEJSCA, TO PO KIEGO WAŁA WJEŻDŻASZ NA TOROWISKO I BLOKUJESZ PRZEJAZD TRAMWAJOM? Apeluję. Albo postawmy tam policjanta, który będzie z szybkością błyskawicy wlepiał pięciuset złotowe mandaty, albo wprowadźmy przepis, że w przypadku bezmyślnego zablokowania torowiska, motorniczy tramwaju, który ma trzy minuty opóźnienia względem rozkładu ma prawo staranować takie auto i wina będzie leżeć tylko i wyłącznie po stronie homo agitarora. Bo głupotę trzeba zwalczać szybko i z hukiem.

EDIT: Pozdrawiam ekipę ze stołecznej GW, która pod wpływem mojego wpisu popełniła taki oto artykuł: Paraliż w centrum. „Kierowcy, przepuśćcie tramwaje!”.

Advertisements
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 10 września 2012 w Warszawa

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: