RSS

Archiwa miesięczne: Wrzesień 2013

Cyrk bez zwierząt – na pewno nie w wykonaniu „Cyrku” „Korona”

Od ponad tygodnia w Warszawie możemy podziwiać coś, co nazywane jest Festiwalem Talentów. Nie mam nic przeciw niemu, ale za to jestem zdeklarowanym przeciwnikiem cyrków, w których poza klaunami, linoskoczkami i półfinalistami show typu „Mam talent”, w pokazach uczestniczą zwierzęta.
Korzystając z okazji, że akurat niedaleko zadokował się jeden z cyrków, które zawierają się w gronie tych, które chcą uatrakcyjnić (?) swoje pokazy wykorzystaniem zwierząt, mogłem obserwować jak jest przygotowywane zaplecze, do którego wstępu nie ma nikt z postronnych osób, gdy wszystko już jest przygotowane, ogrodzone niczym więzienie i zastawione samochodami cyrku. Nie wdając się w szczegóły: zwierząt i boksów dla nich dużo, miejsca mało, temperatura stosunkowo niska. Warunki zdecydowanie nie dla zwierząt głównie żyjących w afrykańskich krajach.

A poniżej kilka zdjęć zgromadzenia Fundacji Viva przeciw zamęczaniu zwierząt w cyrkach (autorstwo moje, bo wybrałem się wesprzeć ich trochę, a zwłaszcza nagłośnić akcję na ile mogę).
Read the rest of this entry »

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 28 września 2013 w Warszawa

 

Piłkarz Ferencvárosu doznał rozległego zawału serca

ferencvaros_002akeemW środę wieczorem 22-letni piłkarz budapeszteńskiego Ferencvárosu, Akeem Adams doznał rozległego zawału serca.
Stało się to zaledwie trzy dni po meczu, który od wielu lat nosi miano Derbów Węgier, starciu Ferencvárosi TC – Újpest FC, wygranym przez FTC 3:1. Wspominam o tym fakcie nieprzypadkowo, gdyż poza wyjątkowymi sytuacjami oba kluby nie darzą się szczególną sympatią. Tymczasem wkrótce po ukazaniu się informacji o tragedii, jaka dotknęła młodego zawodnika rodem z Trynidadu, na oficjalnym koncie „Lilowych” na twitterze ukazał się tweet: „Akeem Adams, życzymy szybkiego powrotu do zdrowia!”. Zachowanie godne naśladowania także na naszym podwórku, zwłaszcza, że powrotu do zdrowia zawodnikowi lokalnego rywala życzą nie tylko władze klubu, ale i jego kibice.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 26 września 2013 w Ferencváros

 

Polscy kibice siatkarscy… wcale nie takie „Vipy nad vipami”

Oglądając mecze reprezentacji Polski w piłce siatkowej, czy to w telewizji, czy też z perspektywy trybuny dochodzę powoli do wniosku, że polskiej braci kibicowskiej, a przynajmniej tej opcji reprezentacyjnej, brakuje DUŻO by być „Vipami nad vipami”, jak to starają się na każdym meczu „biało-czerwonych” wmówić messieurs Magiera & Kułaga (bardziej ten pierwszy, bo ten drugi przytoczonej frazy używa zdecydowanie rzadziej).

Zanim trafię na publiczną szubienicę lub zostanie za mną wydany list gończy, który zakończy się skróceniem mnie na najbliższej sprawnej gilotynie o około 30 centymetrów mojej głowy i szyi tłumaczę dlaczego.
Po pierwsze:
Nie potrafię, nie jestem w stanie zrozumieć tego, czemu na hale, w których odbywają się mecze siatkarskie wpuszcza się wszelkiej maści wuwuzele, trąbki i inne waltornie. A właściwie kibiców, wyposażonych w przed chwilą wymienione przedmioty. W sumie kibiców takich można bezgrzesznie określić mianem „Trąby”. I to niekoniecznie „jerychońskiej”. Na razie nie jest to jasno uregulowane prawnie, czy wszystko to można wnosić na mecze (ogólnie – imprezy masowe), czy nie. Jednak coraz więcej klubów bądź obiektów sportowych w swoich regulaminach zawiera zapis mniej więcej takiej treści: „Organizator odmawia wstępu na Stadion lub przebywania na nim osobie używającej trąbki lub gwizdka, z uwagi na możliwość zagłuszenia podawanych komunikatów oraz zagrożenia zdrowia dla innych uczestników Imprezy, z uwagi na wytwarzany poziom hałasu” (cyt. za Stadion Narodowy – Regulamin meczu). Podobny zapis znajduje się w ujednoliconym dla całej Ekstraklasy piłki nożnej regulaminie imprez masowych: „Zabrania się wnoszenia i posiadania na imprezie masowej – meczu piłki nożnej: trąbek oraz instrumentów z napędem mechanicznym lub elektrycznym.” (cyt. za Wisła Kraków SA – Regulamin imprezy masowej). Dwa powyższe przykłady dają mi światełko nadziei, że może PZPS zdecyduje się na wprowadzenie podobnego zapisu w regulaminie meczów reprezentacji i przy współudziale PLPS nakaże klubom wprowadzenie takiego zapisu odgórnie w regulaminach przeprowadzonych przez siebie imprez – meczów ligowych. Bo są niestety takie ośrodki siatkarskie w Polsce, gdzie zamiast używać strun głosowych do dopingu werbalnego, używa się ich do jak najsilniejszego dmuchania w trąbkę i generowania dźwięku tak głośnego, jak startujący B787 Dreamliner. A potem przedstawiciele tych ośrodków mieszają się, bądź zasilają grono kibiców debiutujących „na reprezentacji” i myślą, że jedynym słusznym dopingiem jest doping poprzez trąbkę lub wuwuzelę. I w efekcie mamy na trybunach coś, co podczas ostatniego Memoriału Huberta Jerzego Wagnera w Płocku, na którym byłem, określiłem mianem „Rykowiska seksualnie napalonych i niewyżytych słoni(c)”. Jestem tego ogromnym PRZECIWNIKIEM. Trąbek na trybunach oczywiście. Życie seksualne słoni zostawiam im samym, chociaż może jakby taki słoń się pomylił i wyżył na trąbiących delikwentach, świat na siatkarskich halach byłby piękniejszy.
Po drugie:
Czy rzeczywiście kibice reprezentacji Polski mają tak ciężkie tyłki, że cały mecz muszą przesiedzieć? Czy rzeczywiście dopiero długie namawianie Marka Magiery, żeby łaskawie podnieśli swoje cztery litery może sprawić, że podniosą się z plastikowego krzesełka i przez chwilę postoją i z takiej perspektywy obejrzą kawałek meczu. Kawałek… właściwie to kawalątek, bo ledwo już się państwo-kibicostwo podniesie, to gdy tylko akcja skończy się stratą punktu przez Polaków, duża część hali, niczym sprężynka, wraca do wyjściowej pozycji, czyli pupa na siedzisku. Jak już się wstaje, to wypadałoby postać i podopingować. No chyba, że równie dobrze siatkarze na boisku mają też sobie „klapnąć” na parkiecie i w takiej pozycji próbować wygrać mecz. A najśmieszniejsze jest jeszcze to, że gdy jednostka próbuje się wybić z tłumu i podczas takiego meczu, gdy wszyscy dookoła usiedli i podziwiają Kurków, Kubiaków i innych Wojtaszków (zły przykład, Wojtaszek jest tylko jeden) na siedząco, ta jednostka postanawia dalej na stojąco dopingować, to spada na nią lawina krytyki, że „zasłania”, że „się nie stoi”, żeby usiadła, etc. etc. No i co taki NORMALNY rodzynek ma zrobić? Siada, bo czuje się jak dziennikarz TVN-u w stadzie zwolenników PiS-u (sic!, a miałem nie mieszać w sprawy kibicowskie polityki, ale akurat lepsze porównanie mi nie przychodziło na myśl).

Dlatego też apeluję: stricte piknikowe zachowania zostawmy sobie na siatkówkę plażową, na Stare Jabłonki, Mysłowice i inne beach toury. A w siatkówce halowej – zwłaszcza gdy Polacy grają w naprawdę ważnych meczach, pokroju ME czy MŚ – oddajmy prym dopingowy (i część miejsc na hali) prawdziwym ekipom klubowym, które podejrzewam – podobnie jak w meczach reprezentacji piłki nożnej – potrafią zakopać topory wojenne i barwowe antagonizmy (a te w siatkówce są mimo wszystko znacznie mniejsze niż w futbolu) i „pociągnąć” doping na zadowalającym poziomie przez całe spotkanie. Pozostałe plusy: panowie Magiera i Kułaga będą mieli mniej do roboty, a jak się dogadają z sektorem ultras (i laików informuję ultras to nie to samo co hools), to wszystko będzie pięknie współgrało i każdy będzie zadowolony. I dopiero wówczas będziemy mogli z dumą mówić, że Polski Kibic Siatkarski, to jest marka i to są faktycznie VIP-y. I to przez duże „V”.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 24 września 2013 w Siatkówka

 

Tagi: , , , , , ,

Falubazowe złoto w cieniu unibaxowego skandalu

Falubaz Mistrzem Polski AD 2013. Siódmy tytuł mistrzowski w Zielonej Górze i powrót „Myszy” na właściwy stopień podium.
Ale to co zrobił Unibax, zasługuje tylko na taki finał…

tabela
Brak odwagi jazdy przy osłabieniu. Tysiące kibiców przyszło na stadion po nic. I rewanżowy finałowy mecz w NAJLEPSZEJ żużlowej lidze świata kończy się skandalem rodem z jakiejś komedii omyłek. Żużlowy świat w Polsce, mimo tego, że ogranicza się do kilkunastu-kilkudziesięciu ośrodków w kraju, stara się być profesjonalnym. Więc na takie zachowania jak to, zaprezentowane przez kogoś z Unibaxu Toruń – które spowodowało, że zamiast normalnego meczu widzieliśmy tylko przedwczesną, bo późnoletnią, szopkę – miejsca w tym sporcie nie ma. Podobnie dla takich osób.
Dziękuję.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 22 września 2013 w Bez kategorii

 

Żyją tak długo, jak pamięć o nich – stołeczni Azetesiacy, polegli w II wojnie światowej

Płyta pamięci poległych w II wojnie światowej Sportowców-Akademików

1 września 1939, 4.43 – rozpoczęcie nalotów na Wieluń… Kolejne niemal 2200 dni, które na zawsze zapisały się w historii Polski i Świata, przerwały życie ponad 50 milionów ludzi. W tym gronie, niczym jedna kropla w morzu, wygląda liczba Azetesiaków, których życiorysy zakończyły się między wrześniem 1939, a wrześniem 1944.

Wspomnieć tu o wszystkich, niepodobna. Zwłaszcza, że i trudno potwierdzić, że znana liczba sportowców i działaczy AZS-u, którzy ginęli w czasie okupacji rozstrzelani na ulicach, kampanii wrześniowej czy Powstaniu Warszawskim, jest pełna. Jednak przypomnę tu sylwetki kilku sportowców AZS-u, o których pamięć nie powinna zginąć – zwłaszcza wśród przyjaciół, sympatyków i kibiców AZS Politechniki Warszawskiej. Sportowców, o których nie wspomina się tak często i szeroko.

Wacław Adamowicz – siatkarz AZS Warszawa. Rozstrzelany w egzekucji na ulicach Warszawy.

Lech Górski, Zbigniew Grabiński, Michał Klimkiewicz i Bonawentura Wojciechowski – siatkarze AZS Warszawa. Polegli w kampanii wrześniowej 1939 roku.

Stanisław Leinweber – siatkarz AZS Warszawa. Zastrzelony w Katyniu w 1940 roku.

Kazimierz Wilamowski – siatkarz i koszykarz AZS Warszawa. Zginął w obozie Auschwitz w 1941 roku.

Jan Gnojek – taternik AZS Kraków, był studentem Politechniki Warszawskiej. Wojenna zawierucha rzuciła go do Węgier, gdzie w polskim ośrodku był szkolony na szyfranta. Był jednym z ważniejszych tatrzańskich kurierów. Później działał w Krakowie. Zginął w obozie Auschwitz 27 października 1942 roku.

Henryk Nosowicz – wioślarz AZS Wilno, był studentem Politechniki Warszawskiej. Rozstrzelany w egzekucji na ulicach Warszawy w 1943 roku.

Józef Poleski – lekkoatleta AZS Warszawa, był studentem Politechniki Warszawskiej. Poległ w kampanii wrześniowej 1939 roku.

Tadeusz Semadeni – pływak, waterpolista i hokeista lodowy AZS Warszawa. Zginął w Powstaniu Warszawskim w obronie Politechniki Warszawskiej 19 sierpnia 1944 roku.

Janusz Zalewski – żeglarz AZS Warszawa, był absolwentem Politechniki Warszawskiej. Zamordowany przez oddziały faszystowskich Niemiec w Szpitalu na Woli 6 sierpnia 1944 roku.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 1 września 2013 w AZS Politechnika, Warszawa