RSS

Polscy kibice siatkarscy… wcale nie takie „Vipy nad vipami”

24 Wrz

Oglądając mecze reprezentacji Polski w piłce siatkowej, czy to w telewizji, czy też z perspektywy trybuny dochodzę powoli do wniosku, że polskiej braci kibicowskiej, a przynajmniej tej opcji reprezentacyjnej, brakuje DUŻO by być „Vipami nad vipami”, jak to starają się na każdym meczu „biało-czerwonych” wmówić messieurs Magiera & Kułaga (bardziej ten pierwszy, bo ten drugi przytoczonej frazy używa zdecydowanie rzadziej).

Zanim trafię na publiczną szubienicę lub zostanie za mną wydany list gończy, który zakończy się skróceniem mnie na najbliższej sprawnej gilotynie o około 30 centymetrów mojej głowy i szyi tłumaczę dlaczego.
Po pierwsze:
Nie potrafię, nie jestem w stanie zrozumieć tego, czemu na hale, w których odbywają się mecze siatkarskie wpuszcza się wszelkiej maści wuwuzele, trąbki i inne waltornie. A właściwie kibiców, wyposażonych w przed chwilą wymienione przedmioty. W sumie kibiców takich można bezgrzesznie określić mianem „Trąby”. I to niekoniecznie „jerychońskiej”. Na razie nie jest to jasno uregulowane prawnie, czy wszystko to można wnosić na mecze (ogólnie – imprezy masowe), czy nie. Jednak coraz więcej klubów bądź obiektów sportowych w swoich regulaminach zawiera zapis mniej więcej takiej treści: „Organizator odmawia wstępu na Stadion lub przebywania na nim osobie używającej trąbki lub gwizdka, z uwagi na możliwość zagłuszenia podawanych komunikatów oraz zagrożenia zdrowia dla innych uczestników Imprezy, z uwagi na wytwarzany poziom hałasu” (cyt. za Stadion Narodowy – Regulamin meczu). Podobny zapis znajduje się w ujednoliconym dla całej Ekstraklasy piłki nożnej regulaminie imprez masowych: „Zabrania się wnoszenia i posiadania na imprezie masowej – meczu piłki nożnej: trąbek oraz instrumentów z napędem mechanicznym lub elektrycznym.” (cyt. za Wisła Kraków SA – Regulamin imprezy masowej). Dwa powyższe przykłady dają mi światełko nadziei, że może PZPS zdecyduje się na wprowadzenie podobnego zapisu w regulaminie meczów reprezentacji i przy współudziale PLPS nakaże klubom wprowadzenie takiego zapisu odgórnie w regulaminach przeprowadzonych przez siebie imprez – meczów ligowych. Bo są niestety takie ośrodki siatkarskie w Polsce, gdzie zamiast używać strun głosowych do dopingu werbalnego, używa się ich do jak najsilniejszego dmuchania w trąbkę i generowania dźwięku tak głośnego, jak startujący B787 Dreamliner. A potem przedstawiciele tych ośrodków mieszają się, bądź zasilają grono kibiców debiutujących „na reprezentacji” i myślą, że jedynym słusznym dopingiem jest doping poprzez trąbkę lub wuwuzelę. I w efekcie mamy na trybunach coś, co podczas ostatniego Memoriału Huberta Jerzego Wagnera w Płocku, na którym byłem, określiłem mianem „Rykowiska seksualnie napalonych i niewyżytych słoni(c)”. Jestem tego ogromnym PRZECIWNIKIEM. Trąbek na trybunach oczywiście. Życie seksualne słoni zostawiam im samym, chociaż może jakby taki słoń się pomylił i wyżył na trąbiących delikwentach, świat na siatkarskich halach byłby piękniejszy.
Po drugie:
Czy rzeczywiście kibice reprezentacji Polski mają tak ciężkie tyłki, że cały mecz muszą przesiedzieć? Czy rzeczywiście dopiero długie namawianie Marka Magiery, żeby łaskawie podnieśli swoje cztery litery może sprawić, że podniosą się z plastikowego krzesełka i przez chwilę postoją i z takiej perspektywy obejrzą kawałek meczu. Kawałek… właściwie to kawalątek, bo ledwo już się państwo-kibicostwo podniesie, to gdy tylko akcja skończy się stratą punktu przez Polaków, duża część hali, niczym sprężynka, wraca do wyjściowej pozycji, czyli pupa na siedzisku. Jak już się wstaje, to wypadałoby postać i podopingować. No chyba, że równie dobrze siatkarze na boisku mają też sobie „klapnąć” na parkiecie i w takiej pozycji próbować wygrać mecz. A najśmieszniejsze jest jeszcze to, że gdy jednostka próbuje się wybić z tłumu i podczas takiego meczu, gdy wszyscy dookoła usiedli i podziwiają Kurków, Kubiaków i innych Wojtaszków (zły przykład, Wojtaszek jest tylko jeden) na siedząco, ta jednostka postanawia dalej na stojąco dopingować, to spada na nią lawina krytyki, że „zasłania”, że „się nie stoi”, żeby usiadła, etc. etc. No i co taki NORMALNY rodzynek ma zrobić? Siada, bo czuje się jak dziennikarz TVN-u w stadzie zwolenników PiS-u (sic!, a miałem nie mieszać w sprawy kibicowskie polityki, ale akurat lepsze porównanie mi nie przychodziło na myśl).

Dlatego też apeluję: stricte piknikowe zachowania zostawmy sobie na siatkówkę plażową, na Stare Jabłonki, Mysłowice i inne beach toury. A w siatkówce halowej – zwłaszcza gdy Polacy grają w naprawdę ważnych meczach, pokroju ME czy MŚ – oddajmy prym dopingowy (i część miejsc na hali) prawdziwym ekipom klubowym, które podejrzewam – podobnie jak w meczach reprezentacji piłki nożnej – potrafią zakopać topory wojenne i barwowe antagonizmy (a te w siatkówce są mimo wszystko znacznie mniejsze niż w futbolu) i „pociągnąć” doping na zadowalającym poziomie przez całe spotkanie. Pozostałe plusy: panowie Magiera i Kułaga będą mieli mniej do roboty, a jak się dogadają z sektorem ultras (i laików informuję ultras to nie to samo co hools), to wszystko będzie pięknie współgrało i każdy będzie zadowolony. I dopiero wówczas będziemy mogli z dumą mówić, że Polski Kibic Siatkarski, to jest marka i to są faktycznie VIP-y. I to przez duże „V”.

Reklamy
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 24 września 2013 w Siatkówka

 

Tagi: , , , , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: